Camille siedziała bardzo blisko innego mężczyzny.
Elegancki mężczyzna, idealnie skrojony garnitur, drogi zegarek, spokojny uśmiech kogoś, kto nigdy nie musiał walczyć o swoje miejsce na świecie.
Jego ręka obejmowała ramię Camille, jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie.
Jakby Adrien nigdy się nie liczył.
Camille nie wstała.
Nie uśmiechnęła się.
Nawet nie wyglądała na zawstydzoną.