Poszła prosto na dworzec autobusowy, wymieniła bilet i pojechała do Guadalajary.
Tego popołudnia pojawiła się w Vida Plena i poprosiła o rozmowę z moim ojcem.
Opowiedziała mu wszystko.
Zadzwonił do mnie ojciec. Nie odebrałem, bo Teresa wciąż kontrolowała mój telefon.
Potem zadzwonił do Diego.
„Mariana odpoczywa, Don Ernesto. Wszystko w porządku” – skłamał.
Ojciec się rozłączył, spojrzał na Rosę i powiedział jedno zdanie:
„Jutro jadę do Mexico City odebrać córkę”.
Nikt w tym domu jeszcze nie wiedział, kto właśnie wyruszył.
CZĘŚĆ 3
Następnego ranka podgrzewałam gorącą czekoladę, jakby nic się nie stało.
Policzek wciąż mnie bolał. Teresa postanowiła, że jej przyjaciółka wpadnie na kawę, więc moja kara, jak widać, polegała na tym, żeby udawać, że do uderzenia nigdy nie doszło.
Fernanda jadła winogrona przy barze, sprawdzając jednocześnie telefon.
„Upewnij się, że na szklankach nie ma żadnych śladów” – powiedziała. „Moja mama jest bardzo wymagająca”.
Nie odpowiedziałam.
Kiedy znika nadzieja, znika również potrzeba kłótni.
O 8:40 usłyszeliśmy samochód podjeżdżający pod bramę. Teresa pomyślała, że to jej znajomy. Strażnik użył domofonu.
„Proszę pani, jest tu pan Ernesto Ramírez. Mówi, że przyjechał po pani córkę”.
Wypuściłam ściereczkę z rąk.
Wszedł mój ojciec z wujkiem Javierem i Samuelem, jego zaufanym kierowcą. Nie przyszedł krzycząc. Nikogo nie obraził. Wyszedł na środek pokoju i zapytał:
„Gdzie Mariana?”
Wyszedłem z kuchni.
Widząc mnie z włosami niedbale zaczesanymi do tyłu, suchymi dłońmi i wciąż widocznym siniakiem, jego wyraz twarzy się zmienił. Podszedł, pociągnął mnie za siebie i spojrzał na Teresę.
„Wydałem córkę za mąż. Nie oddałem jej za darmo, żeby była twoją nieopłacaną służącą”.
Twarz Teresy stwardniała.
„Don Ernesto, każda rodzina ma swoje zwyczaje. Synową trzeba nauczyć, jak funkcjonuje dom”.
„W mojej rodzinie uczymy pracy” – odpowiedział mój ojciec. „Nie uczymy, jak znosić upokorzenie”.
Diego zbiegł na dół.
„Teściu, proszę, porozmawiajmy spokojnie”.
Ojciec spojrzał na niego.
„Nie nazywaj mnie teściem. Moja córka była tu cztery dni i widziałeś, jak ją traktowali. Gdzie byłeś?”
Diego oniemiał.
Fernanda próbowała interweniować.
„Mariana przyjechała bardzo arogancka. Moja matka chciała tylko, żeby się zadomowiła”.
Mój wujek Javier odpowiedział przede mną:
„Adaptacja nie oznacza utraty telefonu, snu, godności, a potem przekazania nieruchomości”.
Teresa zbladła.
„Kto cię tak nakłamał?”
„Kobieta, której wciąż jesteście winni pieniądze”.
Po raz pierwszy Teresa milczała.
Ojciec zwrócił się do mnie.
„Idź na górę i zabierz swoje dokumenty i najpotrzebniejsze rzeczy. Wracamy do domu”.
Diego poszedł za mną do sypialni.
„Mariana, proszę. To wymknęło się spod kontroli, ale damy radę”.
Włożyłam ubrania, dokumenty i małą szkatułkę na biżuterię, która należała do mojej mamy.
„Którą część chcesz naprawić? Tę o wstawaniu o 4 rano? Tę o zabraniu mi telefonu? Tę o twojej siostrze czytającej moje wiadomości? Tę o twojej matce przygotowującej dokumenty, żeby zabrać moje rzeczy?”
„Nigdy nie chciałem ci niczego zabierać”.
„Ale prosiłeś mnie o podpis”.
„Myślałem, że to uspokoi mamę”.
Spojrzałem na niego.
„To twój problem, Diego. Zawsze potrzebujesz, żeby najbardziej niesprawiedliwa osoba w pokoju milczała, nawet jeśli oznacza to poświęcenie osoby, którą rzekomo kochasz”.
Ujął mnie za rękę.
„Daj mi czas. Przeprowadzimy się dzisiaj”.
Odsunąłem rękę.
„Już mi to obiecałeś, zanim się pobraliśmy”.
Potem powiedział coś, co wszystko wyjaśniło:
„Proszę tylko, żeby twój ojciec nie robił scen. Moja pozycja w dużej mierze zależy od mojego wizerunku”.
Nawet nie zapytał, czy chcę pozostać w małżeństwie. Najpierw pomyślał o swojej pracy.
Zszedłem na dół z walizką.
Teresa spojrzała na mnie z pogardą.
„Jeśli przejdziesz przez te drzwi, nie myśl, że będziesz mógł wrócić, kiedy tylko będziesz miał na to ochotę”.
„Nie wrócę”.
Ojciec wziął moją walizkę i odpowiedział:
„A co do wydatków ślubnych, jeśli chcesz rozliczenia, możemy to zrobić. Ale moja córka nie jest towarem”.
Wyszliśmy.
W samochodzie po raz pierwszy płakałem bez krycia. Nie płakałem z chęci powrotu. Płakałem, bo cztery dni wystarczyły, żeby odkryć, że…
Pomyliłam wykształcenie z charakterem, a miłe słowa z wartościami.