Zmierzał w kierunku stromego zbocza góry, które miejscowi nazywali „Doliną Śmierci”. Kiedyś znajdował się tam kamieniołom, ale został zamknięty po osuwisku.
Mark nie był tam od dzieciństwa.
Ash w końcu zatrzymał się przed gęstym krzakiem jeżyny.
Za nim wznosiła się zardzewiała betonowa ściana.
Wejście do starego tunelu.
Wejścia kiedyś były zamurowane, ale ziemia z jednej strony zapadła się, otwierając wąską szczelinę.
Ash przecisnął się.
„Ash!”
Zwierzę zniknęło.
Mark włączył latarkę w telefonie i podążył za nim.
Zimne, wilgotne powietrze uderzyło go do środka.
Po dziesięciu metrach tunel się poszerzył.
Pod ścianą stały zardzewiałe beczki.
Stare stalowe pułapki.
Drutowe pętle.
Zniszczona skrzynia.
I coś, co zatrzymało Marka.
Czerwone, zardzewiałe metalowe pudełko.
Dwa litery wypisane białą farbą na boku:
L. T.
Marek uklęknął.
László Tóth.
Monogram jego ojca.
Otarł błoto dłonią.
– To niemożliwe…
W pudełku znajdował się stary identyfikator pracownika.
Na zdjęciu był jego ojciec.
Obok zegarek.
Marek go rozpoznał.
Jego matka trzymała te dwa dokumenty przez piętnaście lat.
László nosił drugi w dniu swojego zaginięcia.
Ash cicho jęknął.
Treści promowane
أناكوندا تحجمك؟ Oto, co musisz zrobić, aby zachować bezpieczeństwo
Brainberries
Pamiętasz ich? Te pary lat 90. zdefiniowały epokę — zobacz pełną listę
Brainberries
Dzieci rodziny królewskiej skradły uwagę podczas Igrzysk Wspólnoty Narodów
Brainberries
Mark spojrzał w górę.
Wilk zaglądał głębiej w tunel.
Tam, za gruzami, coś metalicznie lśniło.
Mark podszedł bliżej.
Z błota wyłoniło się stare koło traktora.
Niebieska farba.
Ten sam typ, który według Viktora Halmiego László ukradł i uciekł z piętnaście lat temu.
Traktor nie opuścił tego miejsca.
Był tam przez cały czas.
Ukryty w głębi góry.
Mark usłyszał wtedy silnik samochodu na zewnątrz.
Potem męskie głosy.
– Widziałem jego ślady! Musi być w środku!
To był głos Viktora Halmiego.
Włosy Asha stanęły dęba.
I po raz pierwszy w życiu Márk nie czuł się jak „syn złodzieja”.
Ale jak człowiek, który w końcu odnalazł miejsce, które ktoś próbował utrzymać w tajemnicy przez piętnaście lat.
Część 2 – Prawda ukryta w tunelu
– Márk!
Głos Viktora Halmiego rozbrzmiał echem między betonowymi ścianami.
– Wyjdź! Porozmawiajmy!
Márk szybko zrobił zdjęcia metalowej skrzynki ojca, pułapek, beczek i koła traktora.
W jego telefonie prawie nie było sygnału.
Jedna linia.
Zadzwonił do Dóry.
Linia dzwoniła.
– Márk?
– Posłuchaj mnie. Wysyłam swoją lokalizację. Natychmiast zadzwoń na policję i do służby ochrony przyrody.
– Co się stało?
– Znalazłem traktor mojego ojca.
Cisza.
– Co?
– A Halmi jest tutaj.
Głos Dóry się zmienił.
– Nie zbliżaj się do niego.
– Idzie tutaj.
– Marku, schowaj się!
Połączenie zostało przerwane.
Cofał się cicho w ciemności, a jego oczy płonęły.
– Zostań – wyszeptał Mark.
Wilk oczywiście nie rozumiał tego słowa tak jak pies.
A może rozumiał.
W każdym razie nie odszedł.
Słychać było kroki.
Viktor Halmi pojawił się pierwszy w półmroku.
Za nim stał jego syn, Tamás, i jeszcze jeden mężczyzna, którego Mark znał z polowania.
Viktor zobaczył otwarte metalowe pudełko.
Jego twarz się spiąła.
– Nie powinieneś był tego znaleźć.
Mark powoli wstał.
– Mój ojciec nie ukradł traktora.
Viktor rozejrzał się.
– Nie masz pojęcia, co widzisz.
– Przez piętnaście lat mówiłeś, że z nim uciekł.
– Może go przywiózł.
Márk się roześmiał.
– I zamurował się z nim w górskim tunelu?
Tamas przerwał nerwowo:
– Tato, uciekajmy stąd.
– Cicho bądź.
Márk podniósł słuchawkę.
– Już wzywałem pomocy.
Po raz pierwszy na twarzy Viktora pojawił się prawdziwy strach.
– Oddaj mi swój telefon.
– Nie.
– Márk, pomyśl. Ty i twoja matka mieszkaliście w tej wiosce. Jeśli zrobisz coś głupiego, nikt cię nie zatrudni.
– Zatrudniałeś mnie do tej pory tylko dlatego, że myślałeś, że w ten sposób będziesz mógł mnie mieć na oku?
Viktor podszedł bliżej.
– Twój ojciec też taki był. Zawsze zadawał pytania.
Serce Marka zabiło mocniej.
– O co pytałeś?
Viktor zdał sobie sprawę, że wyrzucił z siebie słowa.
– Nic.
– Powiedz mi.
– Nie jestem ci winien wyjaśnień.
Márk spojrzał na beczki.
Po jednej stronie wciąż widniała nazwa starego pestycydu. Substancji chemicznej, która została zakazana lata temu.
– Przyniosłeś to tutaj.
Viktor milczał.
– Czy mój ojciec się dowiedział?
– Nie baw się w detektywa.
– Dowiedział się, że zakopujesz
chemikalia i łapać dzikie zwierzęta.
Tamas odezwał się ponownie:
– Tato, nie wiedziałem o tym.
– Zamknij się!
Ash wyszedł z cienia.
Trzej mężczyźni zamarli naraz.
Tamas cofnął się.
– O mój Boże…
Viktor rozpoznał zwierzę.
– To ten dzieciak.
Márk spojrzał na niego.
– Ty zastawiłeś pułapkę.
– Nie ja.
– Ale wiedziałeś o tym.
– Wilki zabijają dzikie zwierzęta.
– To zwierzę jest chronione.
Viktor prychnął.
– Prawa są pisane przez ludzi, którzy nigdy w życiu nie byli w lesie.
Ash warknął głęboko.
Nie zaatakował.
Po prostu stał obok Marka, lekko pochylając głowę.
Syn Viktora wyszeptał:
– Tato, chodźmy.
Tymczasem Márk zauważył coś za traktorem.
Kawałek płótna wystający z plastikowej rury.
Wyciągnął go.
To była stara, zatłuszczona torba robocza.
Znów widniało na niej imię jego ojca.
Viktor ruszył w jego stronę.
– Nie dotykaj tego!
Márk natychmiast się cofnął.
– Co w niej jest?
– Nic!