– To dlaczego cię to obchodzi?
Suwak torby był zardzewiały, ale puścił.
W środku była wodoodporna plastikowa torba.
Notatnik.
Kilka zdjęć.
I stara mini kaseta.
Na jednym zdjęciu ojciec Viktora Halmiego stał w tym samym tunelu obok kilku beczek z chemikaliami.
Obok niego stał młody Viktor.
Na kolejnym były pułapki, zastrzelone ptaki chronione i ciężarówka.
W trzecim László Tóth napisał datę własnoręcznie.
14 października 2009
Dzień przed zniknięciem.
Ręce Marka się trzęsły.
– Mój ojciec zbierał dowody.
Twarz Viktora zbladła.
– Nie wiesz, co się stało.
– To powiedz mi.
– Twój ojciec chciał pieniędzy.
– Kłamiesz.
– Szantażował nas!
Telefon Marka wciąż był w jego dłoni.
Włączył już kamerę, gdy usłyszał głos Viktora.
– Ile zażądał?
Viktor zamilkł.
Viktor podszedł bliżej.
– Ile pieniędzy zażądał?
– Nie rozumiesz.
– Bo o nic nie prosił, prawda?
Viktor nagle stracił cierpliwość.
– Chciał iść na policję!
Zdanie rozbrzmiało echem.
Tamas zamknął oczy.
Márk prawie zapomniał oddychać.
– Więc wiedziałeś.
Viktor rozpoznał pułapkę.
Spojrzał na telefon.
– Wyłącz go!
Ruszył w stronę Marka.
Ash jednym susem przeskoczył między nimi.
Wyszczerzył zęby.
Viktor zatrzymał się.
– Zabierzcie stąd tego drania!
Głos Marka drżał, ale nie ze strachu.
– Co się stało z moim ojcem?
– Nie zabiłem go!
Natychmiast zapadła cisza.
Wszystko na twarzy Marka zamarło.
– Nie powiedziałem, że został zabity.
Oczy Viktora rozszerzyły się.
Tamas odsunął się od ściany.
– Tato…
– Zamknij się!
– Co zrobiłeś?
– Nic!
– Co zrobiłeś z László?
Viktor odwrócił się do syna, jakby chciał go zaatakować.
– To był wypadek!
Márk poczuł, jak miękną mu kolana.
– Gdzie on jest?
Viktor milczał.
– Gdzie jest mój ojciec?
Mijały długie sekundy.
Potem starszy mężczyzna spojrzał w stronę zawalonego fragmentu muru za traktorem.
Márk nie potrzebował już nic więcej.
Zrozumiał.
Cała złość go opuściła.
Pozostała tylko lodowata pustka.
– Przez piętnaście lat pozwalałeś mojej matce wierzyć, że nas porzuciła.
Twarz Viktora się załamała.
– Mój ojciec zmyślił tę historię.
– Ale ty mówiłeś dalej.
– Gdybym przemówił, straciłbym wszystko!
– Co wszystko?
Głos Marka był ledwie głośniejszy niż szept.
– Gospodarstwo? Twój dom? Koło myśliwskie?
Viktor nie odpowiedział.
– I straciliśmy mojego ojca. Nasze imię. Połowę życia mojej matki.
Rozległ się daleki dźwięk syreny.
Tamas natychmiast skierował się do wyjścia.
– Zostanę. Wszystko ci opowiem.
Viktor złapał go.
– Nigdzie nie pójdziesz!
– Puść mnie!
– Jestem twoją rodziną!
Tamas oderwał rękę.
– Właśnie dlatego.
Syrena się zbliżała.
Viktor spojrzał w stronę wyjścia, a potem na Marka.
Przez chwilę wyglądało na to, że będzie uciekał.
Ale Ash wciąż tam stał.
Nie zaatakował.
Nie musiał.
Viktor opuścił rękę.
Dziesięć minut później policja, ekolodzy i strażacy otoczyli teren wokół tunelu.
Viktor i jego towarzysz zostali wyprowadzeni.
Tamás dobrowolnie został, żeby zeznawać.
A Márk siedział przy wejściu do tunelu, z ubłoconymi rękami, patrząc na Asha.
– Dlatego go tu przyprowadziłeś?
Wilk tylko na niego patrzył.
Dóra przyszła ostatnia.
Kiedy zobaczyła Márka, podbiegła do niego.
– Wszystko w porządku?
Márk pokręcił głową.
– Nie wiem.
Dóra usiadła obok niego.
– Znalazłeś go?
Márk spojrzał na zegarek ojca, który wciąż trzymał w dłoni.
– Chyba tak.
Śledztwo policyjne trwało miesiącami.
Podczas wykopywania zawalonej części tunelu znaleziono ludzkie szczątki.
Test DNA potwierdził:
To był László Tóth.
Według ekspertów, doznał poważnych obrażeń tej samej nocy, kiedy zniknął.
Viktor Halmi początkowo twierdził, że rzeczywiście doszło do wypadku. Powiedział, że László zaatakował ich, kiedy ich złapał.
Tamas jednak się przyznał.
Nie był tam piętnaście lat wcześniej, ale lata później słyszał kłótnię ojca z dziadkiem.
A policja znalazła decydujący dowód.
Minikaseta.
Była uszkodzona, ale można ją było odrestaurować.
Był na niej głos László.
Jeśli ktoś to znajdzie, rodzina Halmi przechowuje zakazane chemikalia w starym tunelu kopalnianym. Viktor i jego ojciec zastawiają również pułapki na chronionym obszarze. Jutro zaniosę zdjęcia policji.
W ostatnich minutach męskie głosy, jeśli
llatszottak.
Kłótnia.
Głos Viktora Halmiego.
Daj mi torbę, Laci.
László:
Nie. To koniec.
Treści promowane
Dlaczego tak wiele osób nagle zaczęło żuć goździki każdego dnia?
Herbeauty
Kiedy sława ukrywa ból… Co stało się z królową plemienia?
Herbeauty
Film, który sprawi, że zadrżysz – Jak złapano tego potwora?
Brainberries
Viktor:
Pomyśl o swoim synu.
László:
Właśnie o nim myślę.
Nagranie się zatrzymało.
Kiedy matka Marka usłyszała to zdanie, upadła w salonie.
Márk ją złapał.
– Mamo…