Ciąg dalszy historii
— szepnęła Klara. — Nigdy nie uważała mnie pani za część tej rodziny. Marek podszedł bliżej, głos miał cichy, ale napięty: — Mogłaś przynajmniej to ze mną omówić. — A ty kiedykolwiek pytałeś o moje zdanie? — zapytała z goryczą. — Zawsze słuchałeś tylko jej. Marek odwrócił wzrok. W jego oczach pojawiło się coś nowego — może cień zrozumienia. Izabela stanęła między nimi. — Dość tego. Marek, powiedz jej, żeby się spakowała. Dzisiaj. Klara wyprostowała się. — Nigdzie się nie wybieram. To mój dom. Możecie się wyprowadzić, jeśli chcecie. Na twarzy Izabeli pojawiła się mieszanina wściekłości i upokorzenia. — Myślisz, że wygrałaś? — syknęła. — Zobaczymy, kto tu jest panią. Marek milczał. Patrzył gdzieś w bok. Klara czuła, że napięcie sięga zenitu. — Dobrze — powiedział w końcu. — Wyjdziemy. Na jakiś czas. Izabela wstrząsnęła głową. — Co?! Marek, nie możesz– — Mogę — powiedział stanowczo. — I chcę. Jeśli nie widzisz, mamo, co się tu dzieje, to nie moja wina. Izabela zamilkła, patrząc na syna z rozpaczą. Kiedy drzwi za nimi się zamknęły, Klara została sama w ciszy. To samo mieszkanie, w którym wcześniej nie mogła oddychać, teraz wypełniło się powietrzem. Wieczorem przyszła Emilia.
Przyniosła kawę, świeże bułeczki i mrugnęła żartobliwie: — No i co, oficjalnie wolna kobieta? Klara uśmiechnęła się. — Chyba tak. Siedziały długo, rozmawiając przy otwartych oknach. Do środka wpadało ciepłe, miejskie powietrze. Klara nagle zrozumiała, że pierwszy raz od wielu lat nie musi się spieszyć. Nie musi się tłumaczyć. Dom był jej. I życie — też. Po tygodniu przyszło pismo. Od Izabeli. Krótkie: *„Mam nadzieję, że jest pani szczęśliwa. Marek wynajął mieszkanie. To pani decyzja — szanujemy ją.”* Klara długo trzymała kopertę w dłoniach, potem włożyła ją do szuflady. Stanęła przy oknie, patrząc, jak słońce chowa się za dachami. Po raz pierwszy nie czuła nic oprócz spokoju. — I co teraz? — zapytała Emilia, zaglądając przez drzwi. Klara uśmiechnęła się szczerze. — Teraz? Wszystko, czego tylko zapragnę. Podniosła rolety, wpuszczając do środka promienie wieczornego światła, i po raz pierwszy od dawna poczuła: jej życie naprawdę się zaczęło.