
— Oszustwo? Emma, ty… zupełnie oszalałaś? — jego głos drżał, ale nie ze strachu, tylko z niedowierzania. To wszystko przypominało zły sen. Emma powoli wstała, patrząc mu prosto w oczy, i spokojnie powiedziała: — Naprawdę? Sam przecież założyłeś konto kredytowe na moje nazwisko, pamiętasz? Mówiłeś, że „tak będzie łatwiej podatkowo”. A potem przelewałeś z niego pieniądze tej Izabeli. Bez mojej zgody. To właśnie jest oszustwo, Aleksanderze. Czyste jak w filiżance. Opadł z powrotem na fotel. W głowie huczało, skronie pulsowały. Przed oczami – pustka. — Nie chciałem cię skrzywdzić… — wyszeptał niemal bez tchu. — Po prostu… pogubiłem się. — Nie — jej głos stał się ostrzejszy. — Ty po prostu przyzwyczaiłeś się, że nie zauważam, że znoszę. Ale ja mam dość. Zebrała dokumenty i wsunęła je do teczki. — Jutro złożę papiery rozwodowe. A potem możesz robić, co chcesz. Wszystkiego dobrego, Alex. Wstał gwałtownie, chwycił ją za rękę. — Emma, poczekaj! Proszę. Nie w ten sposób. Zrozumiałem! Naprawdę! Mogę to naprawić… Przecież przeżyliśmy razem całe życie! — Naprawić? — w jej oczach błysnęło coś jak ból, który szybko zamienił się w zmęczenie. — Trzy lata kłamałeś mi w twarz. Naprawić? Za późno, Alex. Milczałam zbyt długo. — Zerwę z nią, przysięgam! — mówił nieskładnie, niemal się dusząc.