
Adam spojrzał na telefon i zamarł. Emilia zauważyła, jak jego brwi się ściągnęły, jak wzrok stał się niespokojny. Wyszedł w głąb korytarza, wcisnął przycisk połączenia i zniknął za drzwiami gabinetu. Przez cienką ścianę dochodził stłumiony szept. Nie dało się zrozumieć słów, ale ton wystarczył – rozmowa była nieprzyjemna. Na ustach Emilii pojawił się ledwo widoczny uśmiech: karma wreszcie zdecydowała się odwiedzić tego człowieka osobiście. Małgorzata stała nieruchomo, jakby nie wiedziała, co zrobić, gdy kontrola wymyka się z rąk. „Zniszczysz mojemu synowi życie” – powiedziała ciszej, prawie płacząc. „Nie masz pojęcia, co on przeżywa!” „Przeciwnie, mam doskonałe pojęcie. Przez lata patrzyłam, jak wydaje nasze pieniądze na spotkania, prezenty dla partnerów, bezsensowne kolacje. A gdy przyszła chwila odpowiedzialności, postanowił wyprzedawać nie swoje błędy, tylko moją przyszłość!” – głos Emilii zadrżał, ale nie ze słabości, tylko z determinacji. W tym momencie drzwi gabinetu otworzyły się z hukiem. Adam stał blady, z drżącymi palcami. „Oni żądają spłaty natychmiast. Inaczej…” – urwał, jakby nie miał odwagi dokończyć. „Inaczej co?” – zapytała chłodno Emilia. „Inaczej zajmie się tym prokuratura i sąd” – wydusił z siebie.