
Marta zastygła w progu, nie wierząc własnym oczom. – Pan… żyje? – wyszeptała. Hans skinął głową i uśmiechnął się. – Oczywiście. Sprawdzałem swojego wnuka. Rozpuściłem wieść o swojej śmierci i czekałem, co zrobi. Nie pomyliłem się. Marta usiadła na brzegu krzesła, nie wiedząc, co z sobą zrobić. – Zadzwonił do mnie – kontynuował starzec – dzień przed „pogrzebem”. Chciał wiedzieć, czy ustąpię mu w końcu miejsca. Powiedział, że żona to balast. Wyobrażasz sobie? Marta odwróciła wzrok. Wszystko stało się jasne. – Widziałem cię kiedyś – powiedział Hans – jakieś dziesięć lat temu, gdy pomogłaś starszej pani donieść torby do tramwaju. A on w tym czasie chwalił się, jak potrafi manipulować ludźmi. Nie wiedziałaś o tym, ale zapamiętałem cię wtedy. Wyjął teczkę. – W testamencie zapisałem warunek. Jeśli spadkobierca okaże się niegodny, wszystko otrzymuje inna osoba. Wpisałem twoje imię. Dziewięć lat temu. Hans przesunął teczkę w jej stronę. – Wszystko jest twoje, Marto. Mieszkania, konta, ziemia.