Ciąg dalszy historii
Dla mamy, dla— — Dla mamy i dla twojego ego — przerwałam mu. — Drobiazg — dwadzieścia lat razem, na których można zaoszczędzić. Masz rację, Artur. Rzeczywiście jestem z „prowincji”. Tylko wiesz, u nas nie kradnie się od tych, którzy karmią. Wokół rozległ się stłumiony szmer, kilku gości się obejrzało, kelner zamarł z tacą w dłoniach. Artur osunął się na krzesło, jego twarz pokryła się plamami. — Zrobiłaś to specjalnie… — Oczywiście. Chciałam przypomnieć, czyja karta jest w twoim portfelu. I kto płacił za twoje kolacje. Wyjęłam z torebki gotówkę, podeszłam do kelnera i wsunęłam banknoty w rachunek. — To za ich wieczór — powiedziałam. — Niech pani Gertruda spokojnie dopije swój koniak. W końcu lubi świętować… na cudzy koszt. Odwróciłam się i ruszyłam do wyjścia. Przy stole ucichło. Tylko za plecami rozległo się ciche „Laura, poczekaj…”, ale się nie zatrzymałam. Kiedy wyszłam na zewnątrz, powietrze uderzyło chłodem. Przy wejściu czekał Kacper — z lekkim uśmiechem i termosiem z kawą w dłoni. — Poszło dobrze? — zapytał. — I to jak — odpowiedziałam, biorąc termos.