Artur odwrócił się do niej i powtórzył gest.
„Za rodzinę, która zostaje” – powiedziała.
Jego uśmiech był wtedy delikatny, szczery i całkowicie jego. „Za rodzinę, która zostaje”.
Ich okulary dotknęły się jasnym, czystym dźwiękiem.
Tłum wokół nich odpowiedział brawami i wiwatami, a szpital w dole lśnił w nocy niczym dotrzymana obietnica. Jessica stała tam na wietrze, żywa, bogata, bezpieczna i całkowicie poza zasięgiem ludzi, którzy kiedyś cenili jej życie i uważali je za podlegające negocjacjom.
Ich okrucieństwo nie było końcem jej historii. To był ogień, który spalił wszystko, co leżało na ziemi, a to, co pozostało w popiołach, było silniejsze, wyraźniejsze i wreszcie, bez wątpienia, należało do niej.
KONIEC