Wzrok Arthura powędrował w jej stronę. „Nie. Sprawiam, że to brzmi wiarygodnie”.
Umysł Jessiki z desperacką prędkością przeszukiwał pamięć, szukając czegokolwiek, co mogłoby ją ostrzec. Dziwnej rodzinnej ciszy za każdym razem, gdy pytała o stare fotografie. Tego, że nikt nigdy nie omawiał szczegółowo pierwszego roku jej życia. Tego, że nigdy nie przypominała Davida, bez względu na to, jak bardzo krewni upierali się, że ma jego oczy, uśmiech, cierpliwość.
Arthur kontynuował, bo w przeciwieństwie do Evelyn, najwyraźniej wierzył w kończenie tego, co zaczął. „Wyszła za Davida, zmieniła nazwisko, przeprowadziła się i dopilnowała, żebym nie mogła znaleźć żadnego z was. Zanim udało mi się porządnie poszukać, każdy trop został pogrzebany pod nowymi dokumentami, nowymi adresami, nowymi historiami”.
Jessica spojrzała wtedy na Davida. Wokół ust miał siwe włosy i po raz pierwszy w życiu zobaczyła w nim nie ojca, nawet nie tchórza, ale człowieka, który zgodził się żyć w cudzym kłamstwie, bo kosztowało go to mniej niż powiedzenie prawdy.
„Znalazłem cię trzy tygodnie temu” – powiedział cicho Arthur. „Moi śledczy potwierdzili twoją tożsamość. Jechałem do Chicago, żeby się z tobą spotkać, kiedy zadzwonił telefon, że zemdlałeś w pracy”.
Pokój zamarł, gdy usłyszał jego słowa.
Jessica pomyślała o tym, jak przekroczył ten próg na oddziale intensywnej terapii, czekając na wózek reanimacyjny, o czarnej tytanowej karcie w jego dłoni, o nieznajomym, który w jednej chwili zdecydował, że jej życie nie podlega negocjacjom. Jej wzrok się zamazał i nienawidziła tej słabości, dopóki nie zdała sobie sprawy, że to wcale nie jest słabość.
To była reakcja ciała na spotkanie czegoś solidnego tam, gdzie kiedyś była pustka.
Arthur ostrożnie położył dłoń na poręczy łóżka, blisko, ale nie na niej. „Musisz wiedzieć więcej i wolałabym, żebyś usłyszał to teraz w obecności świadków”.
Evelyn cofnęła się o krok. „Arthur…”
„Nie” – powiedział, a to słowo ją zamurowało. „Miałeś trzydzieści trzy lata bez żadnych konsekwencji. Przyjmę to na siebie”.
Odwrócił się lekko, na tyle, by w jego głosie zabrzmiało całe pomieszczenie. „Kiedy Jessica była nieprzytomna, kazałem mojemu zespołowi przeprowadzić pełny audyt finansowy jej historii. Przelewy bankowe. Spłaty kredytu hipotecznego. Wypłaty czesnego. Awaryjne wypłaty. Rozliczenia kart kredytowych. Każda transakcja oparta na poczuciu winy, przymusie lub oszustwie”.
Jessica zaparła dech w piersiach.
Arthur podał liczbę, zanim zdążyła ją wypowiedzieć.
„Sto dziewięćdziesiąt dwa tysiące osiemset sześćdziesiąt dolarów”.