Zamiast tego miała tylko ciało, które jej nie odpowiadało, i gardło zbyt podrażnione, by znieść gniew. Jej palce zacisnęły się słabo na prześcieradle, najmniejszym możliwym
bunt, a nawet to wydawało się niewidzialne.
Drzwi otworzyły się z cichym, mechanicznym westchnieniem. Pielęgniarka odsunęła się, żeby ich przepuścić, a przez ułamek sekundy twarz pielęgniarki zdradzała, co zgodnie z jej szkoleniem musiała ukrywać.
Niedowierzanie. A potem litość.
Evelyn wciąż mówiła, wchodząc do holu, już w połowie oddalona od sali i jej konsekwencji. Valerie ich potrzebowała. Plan rozmieszczenia gości wciąż nie był sfinalizowany. Konsultantka ślubna w Nassau była „całkowicie niekompetentna”. Ktoś musiał być obecny, kiedy rodzice pana młodego przybyli na kolację powitalną.
David poszedł za Jessicą, nie dotykając jej, nie żegnając się, ani razu się nie odwracając.
Zapach perfum Evelyn unosił się w powietrzu po ich wyjściu – drogi, słodki i nie do zniesienia. Jessica wpatrywała się w drzwi długo po ich zamknięciu, jakby sama nienawiść mogła je otworzyć ponownie i doprowadzić do innego zakończenia.
Ale nikt nie wrócił.
Pielęgniarka podeszła i delikatnie poprawiła koc Jessiki. Jej ruchy były ostrożne i ciche, czułe jak obca osoba, robiąca to, co rodzina powinna zrobić bez pytania. „Zostań z nami” – wyszeptała, nie wiedząc, że te słowa tylko pogorszyły sprawę, bo były to pierwsze miłe słowa, jakie Jessica usłyszała od momentu przebudzenia.
Klatka piersiowa Jessiki nagle się zacisnęła. Tym razem nie emocjonalnie, ale fizycznie – dziki, ściskający ucisk, który zaczął się głęboko za mostkiem i wspiął się aż do gardła.
Monitor obok niej zmienił rytm.
Głowa pielęgniarki gwałtownie zwróciła się w stronę ekranu. „Pani doktor”.
Sala zmieniła się w niecałą sekundę. Spokój prysł. Stopy poruszały się szybko. Lekarz wrócił do jej łóżka, jedną ręką trzymając się poręczy, a drugą sięgając po polecenia, których nie musiał powtarzać dwa razy.
Jessica słyszała wszystko i rozumiała zbyt wiele. Niestabilność zastawki mitralnej. Zmiany rytmu. Spadek ciśnienia krwi. Przygotuj wózek reanimacyjny.
Próbowała odetchnąć, przezwyciężając panikę, ale panika dotarła już do jej serca, zanim zdążyła się przed nią obronić. Świadomość tego, co zrobili jej rodzice, upokorzenie, żal, dawne życie, w którym wartość miała tylko wypłacalność, wszystko to uderzyło w nią jak kolejne zdarzenie medyczne nałożone na pierwsze.
Monitor zaczął krzyczeć.
Pielęgniarka przycisnęła dłoń do ramienia Jessiki, podczas gdy inna poprawiała wenflony w jej ramionach. Gdzieś przy jej uchu lekarz wydawał polecenia głosem, który stał się przerażająco spokojny, ale słowa zaczynały odrywać się od znaczenia, każde kolejne odpływało dalej niż poprzednie.
Jessica ponownie spojrzała na drzwi.
Nie dlatego, że myślała, że Evelyn wróci. Ta fantazja już umarła. Spojrzała, ponieważ jakaś ostatnia, dzika część jej wciąż oczekiwała ratunku, nawet jeśli przestała wierzyć w ludzi, którzy powinni jej go udzielić.
Pokój zamglił się. Lampy sufitowe rozmyły się nad nią w białe smugi. Jej serce załomotało raz, wystarczająco mocno, by zranić, a potem podskoczyło w coś poszarpanego i niepokojącego.
„Jessico, zostań ze mną” – powiedział ktoś.