Strach znów narastał. Moja rodzina już po porodzie uznała mnie za niezrównoważoną. Jeśli się odezwę, wykorzystają to przeciwko mnie.
Ale oczy mojego dziadka we mnie nie wątpiły.
Rozumiały.
„Nie” – powiedziałam. „Nie chodzi tylko o samochód… to, co robią, jest złe”.
A potem opowiedziałam mu wszystko.
Samochód. Mama odbierająca moją pocztę. Moja karta bankowa „dla wygody”. Brakujące pieniądze. Wymówki.
Im więcej mówiłam, tym bardziej się uspokajałam.
Słuchał uważnie.
Kiedy skończyłam, dał mi jedno, jasne polecenie:
„Zabierz nas na komisariat”.
Wpadłam w panikę. „Dziadku…”