„Nie mam samochodu” – powiedziałam cicho. „Lauren nim jeździ. Ja mam tylko ten rower”.
Wszystko w moim dziadku znieruchomiało.
Potem jego wyraz twarzy stwardniał – zimny, kontrolowany gniew.
Dał znak kierowcy. Drzwi się otworzyły.
„Wsiadaj”.
Ta chwila wydawała się pierwszym wyjściem, jakie widziałam od dawna.
Wsiadłam do ciepłego samochodu z Noahem na rękach. Zimno powoli ustępowało z mojego ciała. Na zewnątrz rower pozostał w śniegu – jak ta wersja mnie, którą zostawiałam.
Przez chwilę milczał.
W końcu:
„Nie chodzi tylko o samochód, prawda?”
Spojrzałam na Noaha.