Alexander wstrzymał nagranie. Czyste okrucieństwo tej riposty przeszyło luksusowy dom, przenikając go do szpiku kości, pomimo marnej jakości małych głośników komputera. W tym właśnie momencie zmiażdżyła go gwałtowna lawina wspomnień: przypomniał sobie, ile razy wracał późno z kliniki, zastając swoich dwóch synów dziwnie cichych i potulnych, i bezkrytycznie akceptując wygodne wyjaśnienie Josephine: „Są wyczerpani po lekcjach tenisa”. Pamiętał, jak Juliette nosiła Hugo na rękach całymi nocami, gdy miał gorączkę; pamiętał, że Leo jadł warzywa tylko wtedy, gdy ona je dla niego przygotowywała; pamiętał, jak dzieci zawsze biegły przytulić nianię na długo, zanim raczyły spojrzeć na niego, swojego ojca.
Jego pracoholizm i powtarzające się nieobecności stały się żyznym gruntem, na którym jego własna żona zasiała strach.
Z drżącymi z wściekłości i żalu dłońmi, Alexandre zapisał kopie wszystkich nagrań na bezpiecznym serwerze w chmurze. Natychmiast przekazał akta do Maître Rousseau, najbardziej nieustępliwego i budzącego postrach prawnika rodziny, wraz z pilną wiadomością: „Muszę dziś doprowadzić do uwolnienia niewinnej młodej kobiety z aresztu i pilnie potrzebuję nakazu sądowego, aby uchronić moich synów przed ich własną matką. To kwestia życia i śmierci”.
Kiedy Alexandre zszedł po głównych schodach, Josephine czekała na niego w salonie. Miała na sobie elegancką jedwabną suknię i trzymała kieliszek szampana, emanując spokojem, który wywołał w nim niemal niekontrolowany fizyczny wstręt. „Spędzasz dużo czasu w swoim biurze” – powiedziała, pociągając delikatny łyk. „Czy wszystko jest w porządku z komisariatem? Mam szczerą nadzieję, że wymiar sprawiedliwości utrzyma tego małego złodziejaszka w areszcie jeszcze przez długi czas”.
„Przejrzałem nagrania z kamer monitoringu w domu” – odpowiedział Alexandre.
Jego głos był niski, ale przecinał ciężką atmosferę w pomieszczeniu niczym żyletka. Na ułamek sekundy maska doskonałości Josephine pękła. Jej oczy rozszerzyły się w panice, ale szybko odzyskała panowanie nad sobą i wymusiła protekcjonalny uśmiech.
„Te kamery zniekształcają rzeczywistość, Alexandre. Jakość dźwięku jest słaba. Nie znasz kontekstu tego, co dzieje się w tym domu, skoro spędzasz całe dnie, grając niezastąpionego chirurga”. „Widziałem idealną sytuację” – odparł, robiąc krok naprzód i wbijając w nią mroczne spojrzenie. „Widziałem, jak wsuwasz swoją cenną biżuterię do torebki Juliette. Widziałem, jak dzwonisz na policję, udając histeryczne łzy. I widziałem Leo zamkniętego w całkowitej ciemności przez 38 minut, podczas gdy podziwiałaś swoje odbicie w lustrze”.
Josephine skrzyżowała ramiona, przyjmując agresywną, obronną postawę i uniosła brodę.
Nieokiełznana arogancja.