“Dziękujemy!” odparła Oksana.
— Owszem. Czasami. Między narzekaniem na przesoloną sałatkę a pytaniem, dlaczego nie kupili krewetek.
„To za dużo!” – zerwała się Oksana. „Wadim, dzieciaki, szykujmy się. Skoro nie jesteśmy tu mile widziani, nie będziemy się narzucać”.
„Oksana, zaczekaj” – próbował ją powstrzymać Piotr Nikołajewicz.
„Nie, tato!” – wściekła się Oksana. „Nie zostanę tam, gdzie traktują mnie jak pasożyta! Chodźmy!”
Złapała kurtki dzieci i wybiegły z pokoju z przestraszonymi minami. Wadim w milczeniu podążył za nią.
„My też pójdziemy” – Alla wstała i pociągnęła Denisa za sobą.
Denis zawahał się i spojrzał na brata.
– Igorze?
„Dan, nie wyrzucam cię” – powiedział Igor. „Ale Marina ma rację. Nie możemy tak dalej.”
Denis skinął głową, nie patrząc w oczy i odszedł z żoną.
Zostali tylko rodzice Igora. Tamara Iwanowna siedziała wyprostowana jak struna, z zaciśniętymi ustami. Piotr Nikołajewicz wpatrywał się w stół.
„No cóż” – powiedziała w końcu Tamara Iwanowna. „Wygląda na to, że naprawdę jesteśmy niepotrzebni. Piotrze, chodźmy”.
„Mamo” – Igor zrobił krok w jej stronę – „nie rób tego. Zróbmy to inaczej. Przyjdź, ale podzielimy się kosztami. Albo ty gotuj w domu, a my przyjedziemy do ciebie”.
„Nie, Igorze” – odpowiedziała chłodno Tamara Iwanowna. „Skoro jesteśmy ciężarem, nie będziemy się narzucać, Piotrze!”
Piotr Nikołajewicz podniósł się ciężko. Na sekundę jego wzrok spotkał się ze wzrokiem Mariny, a ona dostrzegła w nim coś na kształt zrozumienia. Ale nic nie powiedział, po prostu włożył marynarkę i poszedł za żoną.
Drzwi zatrzasnęły się. Igor i Marina zostali sami w pustym mieszkaniu.
„No cóż” – mruknął Igor. „Jesteś teraz szczęśliwy?”
„Igorze” – podeszła do niego Marina – „nie chciałam skandalu. Chciałam tylko, żeby mnie usłyszano”.
„Usłyszeli” – powiedział, siadając na sofie. „I byli obrażeni. Znasz mamę. Nie odzywa się do nas od miesięcy”.
„Może tak będzie lepiej” – powiedziała cicho Marina.
Igor spojrzał na nią.
– Mówisz poważnie?
Mówię poważnie. Igor, mam trzydzieści lat. Chcę żyć dla siebie. Dla nas. Nie dla twojej rodziny. Nie zamierzam z nich całkowicie rezygnować. Ale chcę normalnego związku. W którym mój czas, moje pieniądze, moje wysiłki będą szanowane.
Milczał, rozważając jej słowa.