Zwróciła się do niego.
„Igor, powiedziałem, co myślałem. Jeśli się nie zgadzasz, masz do tego prawo. Ale więcej tego nie zrobię”.
„To brak szacunku!” – wybuchnęła nagle Oksana. „Nie możesz tak do nas mówić!”
„Mogę” – odpowiedziała spokojnie Marina. „I tak robię. Bo to niegrzeczne pojawiać się u ludzi raz po raz i oczekiwać, że się ich nakarmi, nie zadając sobie nawet trudu kupienia butelki wina”.
„Nie zrobiliśmy tego celowo!” Oksana prawie krzyknęła.
— Raz — nieumyślnie. Dwa razy — zapomniałeś. Trzy razy — wypadek. A kiedy to trwa latami, staje się schematem. Po prostu się do tego przyzwyczajasz.
„Synu” – Tamara Iwanowna zwróciła się do Igora – „czy pozwalasz swojej żonie tak mówić do twojej rodziny?”
Igor wstał, przestępując z nogi na nogę. Marina widziała, że zmaga się z samym sobą. Część jego wiedziała, że ma rację. Ale druga część – ta, która wychowała się w tej rodzinie, przesiąknięta jej tradycjami – czuła się winna.
„Mamo” – zaczął powoli – „ona nie jest całkiem w błędzie”.
„Co masz na myśli mówiąc „nie do końca”?” – oburzyła się Tamara Iwanowna. „Igorze, jesteśmy twoją rodziną!”
— Właśnie o to chodzi, mamo. Rodzina. A Marina jest moją żoną. I ona też jest rodziną. I jeśli jej jest ciężko, to i mnie jest ciężko.
„Wybierasz ją zamiast nas?” W głosie Tamary Iwanowny słychać było obrażenie.
„Nie wybieram, mamo. Proszę cię tylko, żebyś zrozumiała. Oboje pracujemy. Oboje jesteśmy zmęczeni. A kiedy przychodzisz, Marina przejmuje wszystko. Gotuje, sprząta, wydaje własne pieniądze. Czy to sprawiedliwe?”
Zapadła niezręczna cisza.
„Moglibyśmy pomóc” – powiedział niepewnie Vadim, mąż Oksany. „Gdybyśmy wiedzieli, że to problem”.
„Wadim” – Marina spojrzała na niego – „przyjeżdżasz tu od lat. Naprawdę nigdy nie przyszło ci do głowy, że ktoś musi za to wszystko gotować, kupować i płacić?”
Pozostał milczący.
„Po prostu nie chciałeś o tym myśleć” – kontynuowała. „Bo to takie wygodne. Przychodzisz, jesz, wychodzisz. I nie zawsze masz nawet okazję powiedzieć „dziękuję”.