„Jeśli nic nie przynieśli, to nie będzie żadnych smakołyków” – mam dość karmienia moich bliskich własnym kosztem.
„Maryszko!” Tamara Iwanowna pierwsza rzuciła się, żeby ją przytulić. „No i co, kochanie, jesteś zmęczona? Zjemy coś na szybko, a potem pomożemy ci posprzątać!”
Wpadli tłumnie do mieszkania, zdejmując kurtki i kierując się do salonu. Dzieci natychmiast pobiegły do telewizora. Dorośli usiedli przy stole i dopiero wtedy zamarli.
Pusty stół.
„Marina” – zaczęła ostrożnie Oksana – „co… gdzie…”
„Smakołyki?” – dokończyła spokojnie Marina. Stała w drzwiach z rękami skrzyżowanymi na piersi. „Żadnych smakołyków”.
Zapadła cisza. Wszyscy patrzyli na nią, jakby mówiła coś w obcym języku.
„Co masz na myśli mówiąc „nie”? – zapytała Tamara Iwanowna, uśmiechając się nerwowo. „Zawsze gotujesz. Nie przyszliśmy tu bez powodu”.
„Dokładnie” – powiedziała Marina. „Nigdy nie przychodzisz ot tak. Przychodzisz, żeby zjeść”.
Igor szarpnął się do przodu, ale Marina powstrzymała go spojrzeniem.
„Słuchajcie” – kontynuowała, patrząc na ich oszołomione twarze. „Jestem naprawdę zmęczona. Mam dość wydawania pensji na wasze karmienie. Mam dość stania przy kuchence, kiedy się dobrze bawicie. Mam dość słuchania komentarzy o przesolonej zupie i niedogotowanym mięsie. Mam dość patrzenia, jak wychodzicie z torbami pełnymi jedzenia, które ugotowałam za własne pieniądze”.
„Ale my jesteśmy rodziną” – wyjąkał Piotr Nikołajewicz.
„Rodzina” – Marina skinęła głową. „Dokładnie. A w rodzinie panuje zwyczaj dzielenia się. Ale z jakiegoś powodu to ja zawsze się dzielę. Tylko ja”.
„Maryszko, co się stało?” Oksana próbowała się uśmiechnąć. „To nasza tradycja. Zawsze spotykamy się u ciebie”.
„Tradycja?” – zaśmiała się Marina. „Gotuję, robię zakupy, zmywam naczynia. A ty jesz”.
„Ale nie wiedzieliśmy!” – wtrąciła się Alla. „Powinniśmy byli ci powiedzieć, przynieślibyśmy coś.”
„Powinienem ci był powiedzieć?” Marina pokręciła głową. „Alla, ile masz lat? Jesteś dorosłą kobietą. Nie wiesz, że nie przychodzi się z pustymi rękami?”
Alla się zarumieniła. Pozostali również odwrócili wzrok, zawstydzeni.
„Więc” – Marina się wyprostowała. „Skoro nic nie przynieśli, to nie będzie żadnych smakołyków. Mam dość karmienia krewnych własnym kosztem”.
Słowa zawisły w powietrzu, ciężkie i ostateczne. Tamara Iwanowna otworzyła usta, a potem je zamknęła. Piotr Nikołajewicz kaszlnął. Denis zmarszczył brwi.
„Marina” – zawołał cicho Igor.