Nina kupiła bilet lotniczy trzy dni później. Varya próbowała ją od tego odwieść:
„Ning, jesteś pewna? To taki wielki krok… Zostawić wszystko, przemieścić się o tysiące kilometrów…”
„Nie mam nic do stracenia” – odpowiedziała Nina i zrozumiała, że to prawda.
Ostatniego wieczoru przed wyjazdem przechadzała się po znajomych miejscach. Stała przy wejściu do ich domu – ich dawnego mieszkania. Okna na czwartym piętrze jarzyły się słabym blaskiem. Tam, za tymi oknami, Siergiej dojadał kupione w sklepie pierogi i słuchał lamentów matki. Nie była już tam mile widziana. Tam została wykreślona, wymazana, zapomniana.
Nina odwróciła się i odeszła. Śnieg chrzęścił pod jej stopami, mróz szczypał w policzki. Ale przed nią było ciepło. Morze. Nowe życie, które zbuduje sama – bez względu na opinie innych, bez lęku przed niewygodami.
Samolot wylądował w Soczi wczesnym rankiem. Nina wyszła z lotniska i wciągnęła w płuca wilgotne, słone powietrze. Pachniało morzem, palmami i wolnością. Słońce oślepiało po moskiewskiej szarości.
Wynajęła maleńkie mieszkanie typu studio w Adler – z widokiem na morze i balkonem, gdzie mogła rano usiąść z kawą i wsłuchać się w szum fal. Przez pierwszy tydzień pracowała jak szalona, zadomowiając się i zwiedzając miasto. Wieczorami wychodziła na nabrzeże i po prostu spacerowała wzdłuż brzegu, wsłuchując się w rytm fal.
Tutaj nikt nie znał jej historii. Nikt nie pytał, dlaczego jest sama, dlaczego uciekła. Była po prostu Niną – dziewczyną pijącą cappuccino w kawiarni nad brzegiem morza, pracującą na laptopie i od czasu do czasu uśmiechającą się do nieznajomych.
Miesiąc później zadzwoniła Varya:
– Słuchaj, chcesz usłyszeć jakieś wieści?
„Nie do końca” – przyznała szczerze Nina.
„No cóż, i tak ci powiem. Siergiej i jego matka pokłócili się. Chciała sprzedać mieszkanie, żeby kupić dom na wsi, ale on odmówił. To był straszny skandal. Swietłana Pietrowna spakowała swoje rzeczy i wróciła, mówiąc, że syn ją zdradził”.
Nina milczała, obserwując zachód słońca nad morzem. Niebo lśniło różem i pomarańczą, mewy krzyczały, a fale jednostajnie rozbijały się o brzeg.
„Nin, słyszysz mnie?” – zapytała zaniepokojona Varya.
– Słyszę cię.
– A ty co o tym myślisz?
Nina zamknęła oczy i zwróciła twarz ku ciepłemu wiatrowi.
„Wiesz, Var… Nie obchodzi mnie to. Naprawdę. To jego życie, jego wybór. A teraz ja mam swoje.”
I to była szczera prawda. Ból nie ustąpił – będzie jej o sobie przypominał jeszcze długo, z ostrym ukłuciem w najmniej oczekiwanych momentach. Ale Nina nauczyła się z nim żyć. Nauczyła się z nim żyć, iść naprzód, budować coś nowego na ruinach starego.
Rozłączyła się i spojrzała w morze. Przed nią noc, jutro nowy dzień, nowa praca, nowe możliwości. I nikt już nie będzie jej mówił, jak żyć, kogo kochać ani z czego rezygnować.
Ona jest wolna.