„Nie mam” – odparła Camille. „Ma je system sprawiedliwości”.
Isabelle szybciej przewracała kartki. Był nakaz sądowy o zajęcie kilku kont, wezwanie do sądu za ukrywanie majątku spadkowego, tymczasowy zakaz zbliżania się, zrzuty ekranu z groźbami, opinia psychiatry po incydencie na izbie przyjęć oraz wniosek o przymusową hospitalizację wysłany do prefekta po tym, jak Maxime groził pielęgniarce, a następnie oświadczył przed kamerą, że zrobi sobie krzywdę, jeśli matka nie znajdzie pieniędzy.
„Potrzebował pomocy” – powiedziała cicho Camille. „Kłamstwa, ukryte konta i pomysł, że wszyscy inni muszą za niego płacić”.
Maxime zaczął cofać się w stronę wahadłowych drzwi.
„Mamo, napraw to”.
Isabelle spiorunowała go wzrokiem, jakby jego panika była zdradą.
„Zostań tutaj”.
„Dostaną mnie”.
„Zamknij się”.
Camille usłyszała całą historię w tym prostym porządku: Isabelle wydawała polecenia, Maxime wykonywał polecenia, a potem wybuchał, pieniądze naprawiały wszystko, wymówki, które…
Kupiła ofiary, które uciszyła. Jej ojciec myślał, że żeni się z kobietą zranioną przez życie, odważną matką z kruchym synem. Nie widział drugiej strony: kobiety, która wykorzystywała wrażliwość jako broń, a miłość jako rachunek.
W pokoju medycznym rozległ się cichy dźwięk dzwonka. Na ekranie kontrolnym przepływ informacji o ochronie właśnie podzielił się na cztery sekcje: hol główny, parking podziemny, wejście północne, oddział psychiatryczny. W ostatniej sekcji dwóch policjantów czekało obok dyżurującego lekarza, wraz ze szpitalnym prawnikiem i mężczyzną w ciemnym płaszczu, którego Camille natychmiast rozpoznała: śledczego wyznaczonego przez zarządcę majątku, tego, którego Isabelle unikała od sześciu miesięcy.
Maxime zobaczył ekran. Jego twarz się skrzywiła.
Nie rzucił się na Camille. Rzucił się na Samirę, która wciąż trzymała telefon.
Ochroniarze natychmiast ruszyli. Maxime został powalony na podłogę, zanim jeszcze dotarł do lady. Jego ramię uderzyło o płytki, oddech zamarł mu w gardle, nogi kopały w powietrzu. Krzyczał obelgi, a potem jego twarz nagle wykrzywiła się jak u zagubionego dziecka.
„Mamo! Powiedz im! Powiedz im, że powiedziałaś, że zapłaci!”
Isabelle zbladła.
Camille lekko przechyliła głowę.
„Uważaj, Maxime. Kamery bezpieczeństwa w korytarzu też nagrywają dźwięk”.
Z twarzy Isabelle zniknął ostatni ślad koloru. Przez 20 lat uważała, że Camille jest zbyt dobrze wychowana, by się odzywać, zbyt łagodna, by atakować, zbyt zajęta ratowaniem obcych, by bronić zmarłych. Nazwała ją zimną dziewczyną, gdy Camille przestała przychodzić na rodzinne obiady. Karierowiczką, gdy odmówiła pożyczenia jej 30 000 euro. Histeryczką, gdy zażądała inwentaryzacji biżuterii matki. Przyszłą złą matką, która kontynuowała operacje w ciąży.
Ale Isabelle zapomniała, że Camille spędziła życie na poszukiwaniu niewidzialnego źródła krwotoków. Wiedziała, jak czekać. Wiedziała, jak odrywać kolejne warstwy. Wiedziała, żeby nie przestawać, dopóki nie znajdzie źródła.
Wszedł radca prawny szpitala, a za nim dwóch policjantów. Miała ściągniętą twarz osoby wezwanej w środku nocy w związku z sytuacją, której od dawna się obawiali.
„Pani Isabelle Vasseur” – powiedziała – „została pani oficjalnie poinformowana o tymczasowym nakazie ochrony, zakazującym wszelkich kontaktów z dr Camille Delmas, a także z jej nienarodzonym dzieckiem. Jest pani również wezwana w związku z postępowaniem w sprawie oszustwa spadkowego, zastraszania i przemocy wobec personelu medycznego”.
Isabelle cofnęła się.
„Sprowokowała mnie”.
Radca prawny spojrzał na rozciętą wargę Camille, potem na kamery, a potem na pielęgniarki zastygłe za monitorem.
„Na stojąco?”
Pielęgniarka podała Camille kompres. Przyjęła go, przycisnęła do ust, ale nie spuszczała wzroku z Isabelle.
„Nie rozumiesz” – powiedziała Isabelle ciszej, niemal intymnie. „Twój ojciec chciał, żebym była chroniona”.
Po raz pierwszy tej nocy Camille poczuła narastający gniew w oczach. Nie łzy strachu. Stare, stłumione, palące łzy.
„Mój ojciec chciał mieć pewność, że nikomu niczego nie brakuje. Dlatego odłożył udziały dla ciebie, udziały dla mnie i rentę, żeby pomóc Maxime’owi w leczeniu, jeśli zgodzi się na dalszą opiekę. Zostawił nawet list u swojej notariuszki, Isabelle. List, którego nigdy nie znalazłaś, bo nie było go w domu”.
Isabelle zamarła.