„O czym pan, do cholery, mówi?” – ryknął Mark, a jego twarz odpłynęła. „Zadzwoń do kierownika! Zadzwoń do mojego banku! Wiesz, kim jestem?”
10:05.
Ochroniarz sklepu, dwóch rosłych mężczyzn w ciemnych garniturach, ruszyło w stronę krzyczącego, czerwonego na twarzy mężczyzny, który szybko zdał sobie sprawę, że nie jest już królem, a intruzem. Tiffany cofnęła się, szeroko otwierając oczy i wpatrując się w pustą, aksamitną tacę.
Na lotnisku JFK mój lot został wezwany do wejścia na pokład.
Podałem paszport stewardesie i ruszyłem przez rękaw z lekkością, której nie czułem, odkąd żył mój ojciec. Usiadłem wygodnie w fotelu, patrząc przez okno, jak samolot odpycha się od bramki, a silniki ryczą, budząc się do życia.
Wyjąłem telefon, żeby go wyłączyć na czas lotu transatlantyckiego. Zanim przełączyłem tryb samolotowy, na ekranie pojawiło się ostatnie powiadomienie. Zaszyfrowana wiadomość od Eliasa.
Przelew bankowy w wysokości 50 000 000 dolarów na rzecz Zurich Trust: POWODZENIE. Miłego lotu, Pani Miller.
Rozdział 5: Domek z Kart upada
Grawitacja jest okrutną kochanką dla tych, którzy budują zamki na chmurach.