Na Piątej Alei Mark oparł się ciężko o wypolerowaną szklaną ladę, wskazując zadbanym palcem na żółty pierścionek z diamentem, który kosztował więcej niż większość ludzi zarabia w ciągu dekady.
„Bierzemy ten” – powiedział głośno, teatralnie rzucając ciężką, metalową, czarną kartę „joint” na aksamitną tacę prezentową.
Tiffany pisnęła, obejmując go za szyję i całując namiętnie. „Mówiłam ci, że jestem odpowiednią kobietą dla ciebie, Marky”.
Sprzedawca, z uprzejmym, neutralnym uśmiechem, podniósł kartę i przeciągnął ją przez terminal.
Zapaliło się czerwone światło. Przerywany, ostry sygnał rozbrzmiał ponad cichym jazzem grającym w sklepie.
Sprzedawca lekko zmarszczył brwi i spróbował ponownie. Kolejny sygnał. „Przepraszam, panie Reynolds, transakcja została odrzucona”.
Mark parsknął gromkim, protekcjonalnym śmiechem. „Spróbuj jeszcze raz, kolego. Właśnie przelałem pięćdziesiąt milionów na to konto dziś rano. System pewnie dopiero zaczyna nadrabiać zaległości”.
Klient wpisał coś na ekranie. Wpatrywał się w monitor przez dłuższą chwilę, po czym podniósł wzrok na Marka. Uprzejmy, uczciwy uśmiech zniknął, zastąpiony maską zimnego profesjonalizmu.
„Proszę pana” – powiedział urzędnik, ściszając głos, ale brzmiąc przerażająco jasno. „Właśnie otrzymałem alert systemowy o wysokim priorytecie. To konto zostało zamknięte przez głównego właściciela dziesięć minut temu. Wygląda na to, że na pana nazwisko widnieje flaga oszustwa… Wydawca polecił mi zatrzymać tę kartę”.
Klient zsunął czarną kartę z tacki i wrzucił ją do skrytki pod ladą.