— Teraz.
— Maja, nie rób sceny.
— Teraz.
Powoli zdjęła naszyjnik i położyła go na stole. Jej palce drżały. Nie z winy. Ze złości.
— Zawsze musiałaś mieć wszystko — syknęła nagle. — Lepszą pracę, lepszą rodzinę, lepsze mieszkanie, nawet Tymona. Wiesz, jak to jest przez osiem lat stać obok ciebie i słyszeć, jaka jesteś cudowna?
Wreszcie prawda.
Nie miłość.
Nie przypadek.
Zawiść.
Tymon rzucił jej ostrzegawcze spojrzenie, ale było za późno.
Telefon w mojej torebce nagrywał od chwili, gdy weszłam.
— Dziękuję — powiedziałam.
Tymon zmarszczył brwi.
— Za co?
— Za prostotę.
Wyjęłam kopertę i położyłam na stole.
— Tu jest wezwanie do zwrotu wszystkich kwot, które zapłaciłam za przygotowania ślubne, jeśli zostały wykorzystane na waszą sesję, suknię albo planowany ślub. Tu jest kopia certyfikatu naszyjnika. Tu wiadomości ze studia fotograficznego. Tu potwierdzenie, że salon sukien ma zabezpieczyć korespondencję.
Weronika pobladła.
— Ty przyszłaś z papierami?
— A wy z drugim ślubem.
Tymon chwycił kopertę, przejrzał pierwszą stronę i parsknął.
— Straszysz mnie?
— Nie. Informuję.
— Przecież nie jesteśmy po ślubie. Nie masz czego dochodzić.
— Mam. Zaliczki, rzeczy ruchome, naruszenie umów z usługodawcami, przywłaszczenie naszyjnika i oszustwo przy płatnościach, jeśli użyłeś moich pieniędzy na ich usługi. Prawnik wyjaśni ci resztę.
Weronika nagle zaczęła płakać.
— Maju, przecież jesteśmy przyjaciółkami.
Spojrzałam na nią.
— Byłyśmy, dopóki nie założyłaś mojego naszyjnika do swoich zdjęć ślubnych.
Tymon uderzył dłonią w stół.
— Dość. Oddam ci pieniądze. Tylko nie rób afery przed rodziną.
Właśnie wtedy zadzwonił domofon.
Tymon spojrzał na mnie.
— Kogo zaprosiłaś?
— Nikogo.
To była moja mama.
Przyjechała jednak.
Za nią stała mama Tymona i jego starszy brat, których najwyraźniej ściągnęła jednym telefonem. Mama trzymała w ręku pudełko po naszyjniku. Matka Tymona miała twarz tak napiętą, że od razu zrozumiałam: ktoś już coś jej powiedział, ale jeszcze nie wszystko.
— Chcę usłyszeć to od was — powiedziała.
Weronika otarła twarz.
— Pani Ewo, my się kochamy.
Matka Tymona spojrzała na nią, potem na syna.
— W sukni opłaconej przez Maję?
Tymon milczał.
— Z naszyjnikiem jej matki?
Weronika cofnęła się o krok.
— To tylko pożyczka.