„Ja już chyba nie umiem.”
To zdanie sprawiło, że wszystko we mnie stwardniało.
Do domu wróciłem następnego dnia o trzynastej.
Nie w kurtce roboczej.
Nie z torbą podróżną.
W garniturze, który ostatni raz miałem na pogrzebie ojca. Ewa szła obok mnie z teczką dokumentów. Za nami podjechał nieoznakowany samochód, a potem radiowóz. Nie chciałem spektaklu. Ale Kacper był agresywny, Julia impulsywna, a Anna słaba. Tym razem nie zamierzałem liczyć na czyjąś dobrą wolę.
Kiedy weszliśmy, w domu pachniało kawą i drogimi perfumami.
Julia stała przy schodach w tym samym beżowym dresie. Twarz miała zapuchniętą od płaczu, ale oczy czujne. Kacper stał za nią, napięty. Anna siedziała w fotelu przy oknie, owinięta kocem, lecz tym razem przed nią stał talerz z zupą. Jadła powoli.
To był najmniejszy i największy widok świata.
„Tato”, powiedziała Julia od razu. „Ja wszystko oddam. Naprawdę. Wystawiłam torebkę na sprzedaż.”
„Za późno.”
Jej twarz pobladła.
„Co to znaczy?”
Ewa położyła teczkę na stole.
„To znaczy, że sprawa została zgłoszona. Bank prowadzi własne postępowanie, policja zabezpieczy urządzenia, a pani matka została formalnie wskazana jako pokrzywdzona.”
Julia spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
„Zgłosiłeś mnie na policję?”
Nie odpowiedziałem od razu. Patrzyłem na nią i widziałem dwie osoby naraz. Dziewczynkę, która spała z pluszowym lisem pod pachą, i dorosłą kobietę, która zabrała chorej matce pieniądze na jedzenie.
„Zgłosiłem przestępstwo”, powiedziałem. „Ty zdecydowałaś, że będziesz jego częścią.”
Kacper prychnął.
„To jakaś paranoja. Rodzinne pieniądze, rodzinne konto. Nic nikomu nie ukradziono.”
Jeden z policjantów podszedł bliżej.
„Pan Kacper Wójcik?”
Kacper cofnął się o pół kroku.
„Tak.”
„Proszę nie opuszczać domu do czasu zakończenia czynności.”
Julia odwróciła się do niego. „Kacper? Co się dzieje?”
On nie patrzył na nią. Patrzył na drzwi.
Wtedy Ewa otworzyła drugą część teczki.
„Julio, zanim zaczniesz mówić, posłuchaj. Przelewy nie kończyły się na torebce. Z konta twojej matki wyszły pieniądze na rachunek firmy zarejestrowanej na Kacpra. Firma nie prowadzi realnej działalności. Oprócz tego ktoś użył skanu dowodu Anny do wniosku pożyczkowego. Logowanie nastąpiło z laptopa Kacpra.”
Julia powoli odwróciła głowę.
„Co?”
Kacper uniósł ręce.
„Nie słuchaj ich. Twój stary próbuje nas rozdzielić.”
„Z mojego laptopa?” wyszeptała Julia.
„Przecież ty też chciałaś tej marki! Kto ci robił zdjęcia? Kto pisał maile do firm? Myślisz, że to się buduje za darmo?”
Julia patrzyła na niego tak, jakby pierwszy raz zobaczyła nie chłopaka, ale rachunek, który przyszedł w ludzkiej skórze.
„Wziąłeś pożyczkę na mamę?”
„Miała zdolność! I tak by się nie zorientowała, gdyby twój ojciec nie węszył!”
Anna odłożyła łyżkę.
Cicho.
Ale wszyscy usłyszeli dźwięk metalu o talerz.
Jej twarz była spokojna w sposób, który mnie przeraził. Czasami człowiek krzyczy, kiedy jeszcze ma siłę. Anna już nie krzyczała.
„Kacper”, powiedziała, „czy ty nazwałeś mnie osobą, która by się nie zorientowała?”
On otworzył usta, ale nic sensownego nie wyszło.
Julia zaczęła płakać.
„Mamo, ja nie wiedziałam. Nie o pożyczce. Ja myślałam, że to tylko z konta, że oddam…”
Anna patrzyła na nią długo.
„Tylko z konta?” powtórzyła. „Z konta, na które twój ojciec odkładał na moje leki? Na jedzenie? Na rachunek za fizjoterapeutkę, dzięki której mogę jeszcze chodzić po schodach?”
Julia zakryła usta dłonią.
„Mamo…”
„Nie mów teraz tak do mnie, jakby to słowo było bandażem.”
Ta fraza przecięła pokój.
Policjantka podeszła do Julii.
„Pani Julio, będzie pani musiała pojechać z nami złożyć wyjaśnienia.”
Julia spojrzała na mnie jak tonące dziecko na brzeg.
„Tato, proszę.”
To był moment, którego bałem się najbardziej. Bo w ojcu zawsze zostaje odruch rzucenia się do wody, nawet gdy dziecko samo podpaliło most.
Ale za nią siedziała Anna.