Inny mężczyzna splunął sokiem tytoniowym do ziemi.
Przywódca zsiadł z konia. Pozostali poszli za nim. Ich buty schodziły ciężko. Rozproszyli się bez żadnego planu, niczym wprawieni myśliwi, rozstawiający się wokół ofiary.
„Szukamy zbiegu” – powiedział przywódca. „Wielki jeleń. Silny. Odpowiada przed Josiahem, choć gazety nazywają go własnością Masona Turnera z Savannah”.
„Nie znam żadnej nieruchomości o takiej nazwie”.
„Ale po tym poznajesz człowieka?”
Ayana spojrzała na niego.
Uśmiech stał się szerszy.
„Mały, sprytny dzikus.”
Słowo przeszło przez nią bez echa. Jeszcze gorzej nazywali ją mężczyźni, którzy umierali w cieple w łóżkach po tym, jak posłali dzieci boso w śnieg.