Wstał natychmiast.
Samuel gwałtownie się obudził, łapiąc oddech po koszmarze, który go dręczył.
„Znaleźli nas?” – wyszeptał.
Wstał natychmiast.
Samuel gwałtownie się obudził, łapiąc oddech po koszmarze, który go dręczył.
„Znaleźli nas?” – wyszeptał.
Ayana spojrzała w kierunku, z którego dochodził dźwięk.
“Tak.”
Pobiegli na północ, porzucając mały obóz, którego popioły wciąż były ciepłe. Bagna Ponurego Zachodu były już blisko. Trzy dni, powiedział Samuel. Może mniej, jeśli będą się spieszyć. Ale za nimi szły konie, psy, ludzie poruszający się z szybkością tych, którzy w końcu zobaczyli koniec polowania.
Przed nami rozciągało się pole głazów, szare kamienie wystawały z ziemi pośród jeżyn i ciernistych zarośli.
„Jaskinie tam” – wysapał Samuel. „Można się ukryć”.
„Jaskinie zamieniają się w groby, jeśli psy znajdą ich wejście” – powiedział Josiah.
Ayana rozejrzała się po terenie.
Konie nie potrafią szybko wspinać się na głazy. Dziecko potrafi.
Zatrzymała się.
„Nie” – powiedział Josiah, zanim ona się odezwała.
„Samuel idzie w górę”.
“NIE.”
„On się ukrywa. My ich odciągamy.”
“NIE.”