Z czasem Ayana stała się uzdrowicielką w osadzie. Wiedza Czirokezów dotarła na bagna i zmieszała się z tym, co inni wiedzieli z Afryki, z pól ryżowych w Karolinie, od kobiet z Wirginii, od żeglarzy, od matek, z rozpaczy. Uczyła, które rośliny łagodzą gorączkę, a które hamują krwawienie. Uczyła dzieci, jak bezszelestnie stawiać stopy. Uczyła kobiety, jak czytać las, by ostrzec. W zamian one uczyły ją nastrojów bagien: jak czarna woda może wydawać się nieruchoma i poruszać się pod spodem, jak korzenie cyprysu tworzą ścieżki pod błotem, jak mgła może ukryć setkę ludzi przed mężczyznami stojącymi dziesięć jardów dalej.
Jozjasz zbudował kuźnię.
Gdy zapalił go po raz pierwszy, przez dłuższą chwilę stał przed ogniem, nieruchomy.
Ayana podeszła do niego.
“Co to jest?”
Spojrzał na żelazo czekające na obróbkę.
„Moje ręce wiedzą, jak robić łańcuchy.”
„W takim razie naucz ich czegoś innego.”
Tak też zrobił.