„Więc to jest głos, który zarezerwowałaś dla kobiet, kiedy nikt nie patrzył”.
Mistrz Delmas odtworzył plik audio.
Głos Élodie wypełnił salon.
„Podejrzewa coś w związku z tą sukienką”.
Potem Marc:
„To jej nie noś”.
Élodie się roześmiała.
„Ale jest oszałamiająca. I ona niczego nie zauważa. Biżuteria, torby, apaszki… Miałeś rację, twoja żona żyje w bańce mydlanej”.
Claire poczuła, jak Agnès obok niej się spina.
Marc, na nagraniu, odpowiedział:
„Jej ojciec to zauważa. To on jest problemem. Dopóki żyje, chroni swój majątek”.
Élodie:
„Po pogrzebie zostanie zniszczona. Niech podpisze aneks, a my odejdziemy w należyty sposób”.
W pokoju zrobiło się lodowato.
Claire spojrzała na męża.
„Aneks?”
Mistrz Delmas wyciągnął kontrakt.
„Umowę poślubną”. Gdyby została podpisana, znaczna część twojego spadku podlegałaby zajęciu w trakcie rozwodu.
— Nigdy bym tego nie podpisał.
Marc w końcu pokazał oznaki złości.
— No tak.
Zawsze wiedziałaś, co przed tobą stawiam.
Cisza, która zapadła, była niemal bardziej gwałtowna niż słowa.
Claire wstała.
„Powiedz to jeszcze raz”.
Marc zdał sobie sprawę, że powiedział to za wcześnie. Spróbował złagodzić wyraz twarzy.
„Claire, posłuchaj mnie. Twój ojciec nastawiał cię przeciwko mnie. Nigdy mnie nie szanował. Z nim nie byłem twoim mężem, tylko człowiekiem czerpiącym zyski z jego nazwiska”.
„A ty zdecydowałaś się stanąć po jego stronie?”
„Zbudowałam swoje życie sama”.
„Z własnych pieniędzy”.
„Z naszych pieniędzy!”
„Ukradłaś mój podpis”.
„Bo nie rozumiałaś, o co toczy się gra!”
Agnès uderzyła kieliszkiem o stół tak mocno, że odrobina wina rozprysła się na drewnie.
„Przeciętni mężczyźni uwielbiają nazywać „stawkami” to, czego nie śmieją nazwać „kradzieżą”.
Élodie wybuchnęła:
„Marc, powiedz im, że nie chciałeś, żeby to zaszło tak daleko”.
Odwrócił się do niej, blady jak ściana.
„Zamknij się”.
Ale było za późno.
Claire poczuła, że to zdanie otwiera kolejne drzwi. Nie drzwi cudzołóstwa. Nie drzwi pieniędzy. Mroczniejsze drzwi.
Maître Delmas wznowił nagrywanie.
Jacques Morel patrzył prosto przed siebie.
„Jest jeszcze jedna kwestia. Wieczorem 12 marca Marc przyszedł do mnie bez zapowiedzi. Powiedział, że chce „pogadać jak mężczyzna z mężczyzną”. Wpuściłam go. Nie wiedział, że od kilku dni ukryta kamera nagrywała moje biuro. Zauważyłam pewne nieprawidłowości w moich lekach na serce”.
Claire powoli usiadła.
„Nie” – wyszeptała.
Na ekranie pojawiło się nagranie z monitoringu. Marc w gabinecie Jacques’a. Jego płaszcz wciąż wilgotny. Uśmiech wymuszony. Jacques stał spokojnie naprzeciwko niego.
Dźwięk był niedoskonały, ale każde słowo było wyraźne.
„Zniszczysz mi życie” – powiedział Marc.
„Zrobiłeś to bez mojej pomocy”.
„Nie rozumiesz, co Claire mi jest winna”.
„Claire nie jest ci winna kradzieży”.
Marc uderzył dłonią w biurko.
„Jeśli dasz ten plik Delmasowi, stracę wszystko”.
„Nie, Marc. Stracisz to, co nigdy nie było twoje”.
Nagranie się urwało.
Jacques pojawił się sam.
„Po jego wyjściu pielęgniarka, Madame Benali, zapieczętowała moje leki. Jeśli umrę, zanim złożę skargę, Delmas będzie wiedział, co zrobić”.
Usta Claire były lekko rozchylone, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
Maître Delmas wyjął kartkę papieru z teczki.
„Raport toksykologiczny potwierdził dawkę niezgodną z zaleceniami. Twój ojciec nie umarł spokojnie we śnie, Claire. Zmarł po niebezpiecznej zmianie leków”.
Marc cofnął się.
„Nie możesz udowodnić, że to ja”.
Élodie również się cofnęła, ale z innego powodu: teraz patrzyła na niego tak, jakby pod ludzką maską można było dostrzec zwierzę.
„Mówiłeś, że to tylko po to, żeby go zmęczyć” – mruknęła.
Wszyscy odwrócili się w jej stronę.
Uniosła obie dłonie do ust.
Marc zrobił krok naprzód.
„Élodie”.
Maître Delmas powiedział bardzo cicho:
„No dalej”.
Élodie drżała. Granatowa sukienka nagle wydała jej się zbyt ciężka.
„Powiedział, że Jacques wszystko zablokuje. Że musimy wykupić kilka dni”. Poprosił mnie, żebym zadzwoniła, udając Claire, żeby dowiedzieć się, czy testament się zmienił. Ja… Naśladowałam jego głos. Myślałam, że chodzi tylko o pieniądze.
Claire zamknęła oczy.
Widziała, jak jej ojciec znów uczy ją jeździć na rowerze w ogrodzie w Deauville. Jej ojciec zdejmuje boczne kółka i biegnie za nią, śmiejąc się. Jej ojciec siedzi obok niej, w wieku 17 lat, po jej pierwszym złamanym sercu, i mówi jej, że żadne upokorzenie nie powinno stać się domem.
A teraz jego ostatnią walką było to: ochrona córki przed mężczyzną, którego poślubiła.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Nikt się nie ruszył.
Maître Delmas podszedł, żeby otworzyć drzwi z niemal ceremonialną powolnością. Weszło dwóch policjantów w cywilu w towarzystwie Madame Benali, byłej pielęgniarki Jacques’a. Drobna kobieta o łagodnej twarzy, trzymała w ręku przezroczystą plastikową torbę.
Marc natychmiast zbladł.
Pani Benali ani na chwilę nie spuszczała z niego wzroku.
„Pan Morel kazał mi wymienić jedną fiolkę na fiolkę kontrolną” – powiedziała. „Ta, którą odłożyłeś do szafki, nie była właściwa”.
Marc mruknął:
„Kłamiesz”.