Podała kubek córce.
„Pij, póki gorące. Pomoże ci zasnąć”.
Laurent chwycił uchwyt, zanim Élodie się z nim spotkała.
„Poczekam, aż ostygnie”.
Mireille przez chwilę nie chciała puścić kubka. Potem się uśmiechnęła.
„Oczywiście”.
Tej nocy Élodie złapały gwałtowne wymioty i kołatanie serca. Następnego ranka pojemnik z tabletkami zniknął.
W kolejnych dniach Laurent obserwował wszystko. Kiedy Mireille nie przychodziła, Élodie odzyskiwała kolor. Po każdej wizycie stawała się senna, miała mdłości lub była zdezorientowana. Manon tymczasem obserwowała okna i chowała się w garażu, gdy tylko samochód zwalniał przed domem.
Pewnego popołudnia Laurent znalazł ją za sklejką, ściskającą pluszowego słonia.
„Czemu boisz się babci?”
„Nie boję się”.
„Chowasz się wśród pająków”.
Dziewczynka spojrzała w dół.
„Babcia mówi, że mama jest krucha. Mówi, że choruje, kiedy ją denerwujemy”.
„My?”
„Ty i ja”.
„Co widziałaś?”
Oczy Manon napełniły się łzami.
„Dosypuje sobie różnych rzeczy do napojów. Mówi, że to wyjątkowe, bo organizm mamy nie funkcjonuje prawidłowo. A jeśli komukolwiek powiem, grozi ci więzieniem”.
Z kuchni nagle dobiegł głos Mireille.
„Laurent?”
Manon podskoczyła tak mocno, że uderzyła o drewno za sobą.
Mireille weszła z kluczem, którego nikt nie pamiętał, żeby jej dał. Położyła na blacie zupy, witaminy i torebki z herbatą ziołową.
— Élodie mnie potrzebowała.
— Prosiła cię, żebyś nie przychodziła.
— Moja córka nie zawsze wie, czego potrzebuje.
Laurent wyciągnął rękę.
— Klucz.
Mireille uniosła brwi.
— Ten dom należy także do mojej córki.
„I to moje. Daj mi to.”
W końcu upuściła kubek na dłoń.
„Uważaj, Laurent. Człowiek, który zabiera chorą kobietę od matki, może być łatwo źle zrozumiany.”
„Czy to groźba?”
„Rada.”
Wychodząc, spojrzała prosto w stronę bramy garażu. Laurent zrozumiał, że wie, gdzie ukrywa się Manon.
Zmienił zamki, sfotografował kapsułki i zanotował każdą wizytę. Pewnego czwartku, wracając ze szkoły z Manon, zastał Mireille w kuchni. Élodie, pochylona nad kubkiem, mówiła bełkotliwie.
„Musi się teraz napić” – powiedziała Mireille.
Laurent wziął kubek.
„Napije się wody.”
„Zioła tracą moc, gdy ostygną.”
Wylał zawartość do zlewu. Gorzki zapach unosił się pod wonią miodu. Mireille obserwowała, jak każda kropla znika.
Élodie wstała, zrobiła krok i upadła.
W Szpitalu Uniwersyteckim w Angers badania wykazały poważne odwodnienie i nieregularne bicie serca. Kiedy lekarz zapytał, czy Élodie przyjmuje jakieś leki, Mireille odpowiedziała pierwsza.
„Tylko witaminy”.
Jej idealne opanowanie zmroziło Laurenta: odegrała już tę scenę.
Gérard zmarł w domu. Mireille znalazła go martwego w fotelu i wspomniała o zawale serca. Został skremowany cztery dni później. Nikt nie zlecił sekcji zwłok.
Zanim Élodie wyszła, pielęgniarka o imieniu Sandrine dyskretnie podała Laurentowi kartkę papieru.
„Zrób jej badania gdzie indziej, nie mówiąc matce”.
Na korytarzu Sandrine wyjaśniła mu, że Mireille próbowała wmówić lekarzowi, że Élodie potajemnie przyjmuje leki. Podała mu nazwisko niezależnego toksykologa z Nantes.
Laurent zabrał tam Élodie pod pretekstem badań kontrolnych. Specjalista pytał o napoje przygotowywane przez krewnych, suplementy diety bez opakowań i objawy, które pojawiły się po niektórych wizytach. Élodie natychmiast zrozumiała.
Na parkingu zwróciła się do męża.
„Oskarżasz moją matkę o otrucie mnie”.