„Mama i ja ustaliłyśmy, że pomożesz nam z zaliczką” – powiedziała bratowa, jakby chodziło o filiżankę kawy, a nie o pożyczkę.
— Serio? Sasza, jesteś taka mądra! Dziewięćdziesiąt tysięcy! Teraz jesteśmy…
„Teraz możemy wziąć kredyt hipoteczny” – dokończyła Aleksandra, gdy mąż postawił ją na podłodze. „Policzmy”.
Usiedli przy stole z notatnikiem i kalkulatorem. Dmitrij zarabiał sześćdziesiąt tysięcy rubli; teraz Aleksandra będzie zarabiać dziewięćdziesiąt. To dawało łączny dochód rodziny w wysokości stu pięćdziesięciu tysięcy. Minus dwadzieścia pięć na czynsz, minus cztery na media, minus trzydzieści na jedzenie, minus czternaście na transport i inne wydatki. Zostało siedemdziesiąt siedem tysięcy. Odkładając pięćdziesiąt tysięcy miesięcznie, mogliby zaoszczędzić sześćset tysięcy rocznie. To wystarczyłoby na wkład własny na dwupokojowe mieszkanie w przyzwoitej dzielnicy.
„Nie musimy nawet oszczędzać przez cały rok” – argumentował Dmitrij, przesuwając ołówkiem po liczbach. „Jeśli znajdziemy mieszkanie za trzy i pół miliona, będziemy potrzebować około piętnastu procent wkładu własnego. To daje pięćset dwadzieścia pięć tysięcy. Zaoszczędzimy w dziesięć miesięcy”.
„Dziesięć miesięcy” – powtórzyła Aleksandra, a jej serce wypełniło ciepłe, niemal zapomniane uczucie nadziei. „Mgliste, to prawda. Naprawdę możemy kupić własne mieszkanie”.
Kolejne tygodnie spędziła na przeglądaniu ogłoszeń, odwiedzaniu banków, kalkulacjach i planowaniu. Aleksandra założyła osobny notatnik, w którym zapisywała mieszkania, które jej się podobały, wraz z cenami, metrażem i okolicą. Dmitrij porównywał warunki kredytów hipotecznych w różnych bankach, obliczał oprocentowanie i zapoznawał się z programami preferencyjnymi.
„To jest całkiem niezłe” – powiedziała Aleksandra, wskazując na ogłoszenie. „To dwupokojowe mieszkanie, czterdzieści osiem metrów kwadratowych, z dwunastometrową kuchnią. To cicha okolica, blisko szkoły i parku”.
„Trzy miliony siedemset” – przeczytał Dmitrij. „Początkowa kwota to pięćset pięćdziesiąt pięć tysięcy. Trochę więcej niż się spodziewaliśmy, ale da się zrobić”.
„Dima” – Aleksandra wzięła męża za rękę. „Wyobrażasz sobie? Za rok będziemy mieli własne mieszkanie. Własną sypialnię, własną kuchnię, własny remont”.
„Mogę sobie wyobrazić” – Dmitrij ścisnął palce żony. „I naprawdę chcę, żeby to się stało jak najszybciej”.
Założyliśmy konto oszczędnościowe w banku. Oprocentowanie jest niskie, tylko pięć procent rocznie, ale to zawsze coś. Postanowiliśmy odkładać dokładnie pięćdziesiąt tysięcy pierwszego dnia każdego miesiąca. To trudne, ale wykonalne.
W sobotni wieczór zadzwonił dzwonek do drzwi. Aleksandra otworzyła i zobaczyła Innę, starszą siostrę Dmitrija. Miała około trzydziestu pięciu lat, była wysoka, miała farbowane blond włosy, duże złote kolczyki i pewny siebie wyraz twarzy.
„Cześć, mogę wejść?” Inna już przeciskała się na korytarz, nie czekając na odpowiedź.
„Witaj, Inno” – Aleksandra odsunęła się. „Proszę wejść”.
Dmitrij wyszedł z pokoju, zobaczył siostrę i zmarszczył brwi.
„Inna, powinnaś była mi powiedzieć, że przyjeżdżasz” – powiedział brat, całując siostrę w policzek. „Mogłybyśmy gdzieś pójść”.
„No, dokąd byś poszedł? Siedzisz w domu cały czas” – Inna weszła do pokoju i rozejrzała się z ledwo skrywaną wyższością. „Wciąż wynajmujesz ten kojec?”
„Na razie wynajmujemy” – Aleksandra nalała herbaty do trzech kubków. „Ale planujemy kupić własne”.
„Och, jakie to interesujące” – Inna usiadła na sofie, krzyżując nogi. „Właśnie o tym chciałam porozmawiać”.
„O czym dokładnie?” Dmitrij usiadł naprzeciwko siostry, instynktownie wyczuwając pewien haczyk.
„Słyszałam, że Sasza dostała awans” – Inna popijała herbatę, nie spuszczając wzroku z synowej. „Gratulacje, oczywiście. Dobrze się zadomowiłaś”.
„Dziękuję” – odpowiedziała ostrożnie Aleksandra. „Skąd się dowiedziałeś?”
„Tak, poznałam Lenkę, twoją wspólną znajomą” – Inna machnęła ręką. „Powiedziała mi, że jesteś teraz starszym menedżerem i dobrze zarabiasz”.
Aleksandra w milczeniu zbeształa Lenkę. Powinna była milczeć o awansie, ale nie, wygadała się wszystkim.
„I co z tego?” Dmitrij zmarszczył brwi jeszcze bardziej. „Inna, do czego zmierzasz?”
„Chodzi o to, Dima, że w rodzinie musi być pewna hierarchia” – Inna odstawiła kubek na stół i wyprostowała się. „Ja jestem najstarsza, ty jesteś najmłodszy. Zgodnie z prawem, to ja powinnam znaleźć sobie miejsce do życia, a potem ty”.
Aleksandra o mało się nie zakrztusiła herbatą. Hierarchia? Jaka hierarchia?
„Przepraszam, nie rozumiem” – powiedziała powoli Aleksandra. „Co ma hierarchia wspólnego z tym, że Dima i ja chcemy kupić mieszkanie?”
„Poza tym” – Inna odchyliła się na sofie, patrząc na synową z nieskrywaną wyższością – „tradycja nakazuje, żeby najstarsze dzieci jako pierwsze dostały swoje miejsce. Jestem siedem lat starsza od Dimy, więc to ja mam pierwszeństwo”.
„Inna, to bzdura” – Dmitrij pokręcił głową. „Jakie tradycje? Każda rodzina sama decyduje, kiedy i co kupić”.
„Widzisz, Dima, nie szanujesz tradycji” – szwagierka pokręciła z wyrzutem głową. „Ale powinnaś. Mama, nawiasem mówiąc, całkowicie się ze mną zgadza”.
„Twoja matka może sobie myśleć, co chce” – powiedziała ostro Aleksandra. „Ale to nie ma nic wspólnego z naszymi planami”.
„Tak” – Inna uśmiechnęła się niemiło. „Bo mama i ja postanowiłyśmy, że pomożesz mi z zaliczką”.
Zapadła cisza. Aleksandra spojrzała na szwagierkę, nie wierząc w to, co usłyszała. Dmitrij zamarł z kubkiem w dłoni, jakby nie zrozumiał słów siostry.
„Co?” – wydusił w końcu jej mąż. „Inna, o czym ty w ogóle mówisz?”
„Sasza dobrze teraz zarabia” – powiedziała spokojnie szwagierka, jakby rozmawiając o pogodzie. „To znaczy, że może pomóc rodzinie. Potrzebuję pięćset tysięcy na zaliczkę za dwupokojowe mieszkanie w Dzielnicy Północnej. Pomożesz, a wszystko będzie sprawiedliwe”.
Aleksandra poczuła, jak krew napływa jej do twarzy. Jej dłonie zacisnęły się w pięści.
„Szczerze?” – zapytała Aleksandra ciszej, niż zamierzała. „Inna, naprawdę prosisz nas teraz o pół miliona rubli?”
„Nie jestem wymagająca, proszę o pomoc” – poprawiła bratowa. „Jestem rodziną. Dima jest moim bratem, a ty jesteś moją synową. Pomaganie krewnym to normalka”.
„Czy to normalne?” Aleksandra zerwała się na równe nogi, nie mogąc dłużej usiedzieć w miejscu. „Zwariowałaś? Nie mamy takich pieniędzy! Sami zbieramy na mieszkanie!”