
Wstałam. Ani fotograf, ani hałas, ani oklaski już dla mnie nie istniały. Tylko czerwona teczka pod stołem, jak żywe serce, wysyłające sygnał: „Teraz”. — Kochana nasza Klaro — zaczęłam. Głos się nie zachwiał. — Dziękuję, że przez tyle lat pokazywałaś nam, jak trzeba żyć. Oszczędnie, z rozsądkiem. To przecież ty nauczyłaś nas cenić rodzinny majątek. Stół przycichł. Ktoś nawet przestał kroić mięso. — I ja dziś też chcę wnieść swój wkład w zachowanie rodzinnych wartości — powiedziałam. — Chcę przekazać coś na piśmie. Pochyliłam się, wyjęłam czerwoną teczkę i położyłam ją na obrusie przed Klarą. Ta uniosła brwi ze zdziwieniem. Eryk pobladł. — Tu są wszystkie rachunki, Klaro. Wszystkie wydatki z tych lat, wszystkie przelewy i kredyty. I jeszcze — kopia umowy na działkę. Tę samą, którą tak lubisz — dodałam. — Tyle że teraz znów jest moja. Bez was. — Co… co za bzdura? — Klara odchyliła się, perły drgnęły na jej szyi. — Po prostu sprawiedliwość. Przecież jak mówiłaś, jestem gospodarna. — Odwróciłam się do Eryka. — A ty, kochanie, obiecałeś „oddać mamie działkę” bez mojej wiedzy. Więc teraz nie masz już czego oddawać. Przełknął ślinę, patrząc na teczkę. — Ela, porozmawiamy w domu — wyszeptał, nie odważając się już uśmiechnąć.