Lilla stała w drzwiach.
— Gábor?
Wszyscy odwrócili się w jej stronę.
Dziewczyna weszła niepewnie.
— Czekam już dwadzieścia minut.
Zobaczyła Istvána.
A potem papiery.
Jej twarz się zmieniła.
Gábor natychmiast podszedł do niej.
— Wracaj do samochodu.
Lilla się nie poruszyła.
— Co się stało?
István uniósł zdjęcie.
— Czy Márta Boros to twoja matka?
Dziewczynka rozchyliła usta.
— Kim jesteś?
— Ojcem Gábora.
Lilla spojrzała na Gábora.
— Powiedziałeś, że jest za granicą.
Réka niemal fizycznie poczuła, jak w historii pojawia się kolejna rysa.
— Co za różnica, gdzie jest jej ojciec? — zapytała.
Lilla milczała.
Gábor wziął ją za ramię.
— Chodźmy.
Dziewczyna podniosła się.
— Powiedziałeś, że połowa towarzystwa jest już twoja.
István powoli wstał.
— Tutaj?
Gábor zamknął oczy.
— Lilla, nie teraz.
— Mówiłaś, że twój ojciec już ci to zapisał.
Twarz Istvána stężała.
— Nic ci nie napisałam.
Lilla spojrzała na Gábora.
Nie z miłością.
Z lękiem.
— To dlaczego chciałaś zwrócić pieniądze?
Nikt się nie ruszył.
Réka poczuła suchość w ustach.
— Zwrócić?
Gábor wyszeptał:
— Zamknij się.
Lilla cofnęła się o krok.
— Powiedziałaś, że to tylko tymczasowe.
— Lilla.
— Powiedziałaś, że jak sprzedasz dom, to zapłacimy brakującą kwotę, twój ojciec niczego nie zauważy, a potem…
Zamilkła.
Réka wstała.
— A potem co?
Oczy dziewczyny napełniły się łzami.
— Wtedy się przeprowadzimy.
Gábor zakrył jej twarz dłonią.
István usiadł z powrotem.
Czuła się, jakby nagle postarzała się o dziesięć lat.
Réka przez kilka sekund nie mogła wydusić z siebie słowa.
Dom.
Dlatego musieli go sprzedać.
Nie z powodu nowego życia.
Nie z powodu rozwodu.
Ale dlatego, że Gábor chciał przeznaczyć pieniądze, które miał wziąć, na pokrycie części deficytu firmy.
— Ile pieniędzy wypłaciłaś? — zapytała Réka.
Gábor nie spojrzał na nią.
— Nie tak dużo, jak mówi tata.
— Ile?
— Réka…
— Ile?
— Około stu czterdziestu.
István zaśmiał się cicho.
To był gorzki głos.
— Jakby czterdzieści milionów różnicy miało mnie uratować.
Gábor spojrzał na ojca.
— Chciałem to oddać.
— Część.
— Wszystko.
— Czego?
Gábor spojrzał na Rékę.
Nikt inny nie musiał tego mówić.
Réka zrozumiała.
— Też chciałeś wykorzystać moją część.
— To nie tak.
— Ale.
Réka podeszła bliżej.
— Zostawiłeś mnie dla innej, a potem planowałeś przyspieszyć sprzedaż domu i wykorzystać część pieniędzy, które mi przypadły, na ukrycie tego, co ukradłeś.
— Nie ukradłem.
István uderzył w stół tak mocno, że wszyscy się wzdrygnęli.
— Ale!
Gábor zamilkł.
Jego ojciec wstał.
— Budowałem tę firmę przez trzydzieści osiem lat. Po śmierci twojej matki chciałem ci ją przekazać. Nie dlatego, że byłeś najlepszym menedżerem. Bo byłeś moim synem.
Gábor posmutniał.
— Tato…
— Réka co roku powtarzała mi, żebym nie oceniał cię zbyt surowo.
Gábor powoli odwrócił się do niego.
István kontynuował.
— Kiedy dwa lata temu prawie cię zwolniłem z powodu błędnej inwestycji, przekonała mnie, żebym dał ci drugą szansę.
Réka spuściła głowę.
Gábor spojrzał na nią z niedowierzaniem.
— Ty?
— Tak.
— Dlaczego mi nie powiedziałeś?
— Bo nie chciałem, żebyś był mu coś winien.
To zdanie pozostawiło milczenie silniejsze niż jakiekolwiek oskarżenie.
Lilla nagle się odezwała.
— Nie wiedziałam, że ukradł.
Odwróciła się do Gábora.
— Powiedziałeś o optymalizacji podatkowej.
István gorzko się zaśmiał.
— Termin
Oczywiście.
Oczy dziewczyny były już zaczerwienione.
— Mówiłaś, że ty i Réka byliście razem od lat tylko na papierze.
Réka spojrzała na nią.
Nie czuła nienawiści.
Ból nadal był obecny, ale teraz był inny.
— I ty w to uwierzyłaś?
Lilla spuściła głowę.
— Chciałam w to wierzyć.
Réka skinęła głową.
Przynajmniej to było szczere.
Gábor podszedł do niej.
— Lilla, porozmawiajmy o tym na zewnątrz.
— Nie.
— Proszę.
— Mieszkanie, w którym mieszkam… czy ty też zapłaciłaś za nie pieniędzmi firmy?
Gábor milczał.
Lilla cofnęła się.
— Odpowiedz.
— Częściowo.
Wyraz twarzy dziewczyny zmienił się diametralnie.
— Moje czesne?
— Lilla…
— Moje czesne?!
— Chciałam pomóc.
— Przed czym?
— Udałoby mi się wrócić.
Lilla spojrzała na Rékę.
Potem na Gábora.
— Nie chciałaś zaczynać ze mną nowego życia.
— Ale.
— Chciałaś uciec.
Gábor pokręcił głową.
— To nieprawda.
— A ty potrzebowałaś kogoś, kto uwierzy, że to ty jesteś ofiarą.
Réka zamknęła oczy.
Dziwnie było to słyszeć od kobiety, która trzy dni wcześniej zrujnowała jej życie.
Lilla zdjęła torbę z ramienia, wyjęła klucze do mieszkania Gábora i położyła je na stole.
— Nie wracaj do mnie.
— Lilla.
— Nie.
— Kocham cię.
Na twarzy dziewczyny pojawił się bolesny uśmiech.
— Mówiłeś to samo swojej żonie przez czternaście lat.
Odwróciła się.
Drzwi zamknęły się za nim.
Gábor stał tam przez chwilę.
Potem zwrócił się do Réki.
— Nie chcę stracić wszystkiego.
Réka spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— Czy ty sobie właśnie przypomniałeś?
— Popełniłem błąd.
— To nie był błąd.
— Dobrze. Zniszczyłem to.
— Nasze małżeństwo?
— Wszystko.
— Nie. Nie da się załatwić wszystkiego jednym słowem.
Gábor podszedł bliżej.
— Daj mi czas. Oddam ci pieniądze.
Doktor Varga zamknął teczkę.
— Rada dyrektorów firmy zawiesiła go wczoraj w obowiązkach ze skutkiem natychmiastowym na nadzwyczajnym posiedzeniu.
Gábor zamarł.
— Co?
István nie patrzył na niego.
— Wszystkie twoje prawa do podpisu zostały cofnięte.
— Tato.
— Twoje rachunki zostaną sprawdzone w ramach oficjalnej procedury.
— Doniósłeś na mnie?
István powoli podniósł wzrok.
— Nie miałem innego wyboru.
— Jestem twoim synem.
Łzy napłynęły do oczu starca.
— Właśnie dlatego czekałem za długo.
Twarz Gabora drgnęła.
— Niszczysz mnie.
Wtedy odezwał się Réka.
— Nie.
Obaj na niego spojrzeli.
— Po prostu nie mógł mnie uratować przed tym, co zrobiłeś.
Gábor spuścił głowę.
W następnej chwili jednak coś przyszło mu do głowy.
— Przynajmniej musimy sprzedać dom. I tak podzielimy go na pół przy rozwodzie.
Doktor Varga i István spojrzeli na Rékę jednocześnie.
Réka powoli usiadł.
— Dlatego to powiedziałeś, prawda?
István skinął głową.
Gábor spojrzał na nich zdezorientowany.
— Co się stało?
Réka wyjęła dolną teczkę.
— Coś, o czym ja też nie wiedziałem trzy dni temu.
— Co?