CZĘŚĆ 3
Ricardo i Daniela zostali aresztowani na lotnisku, zanim wsiedli na pokład samolotu do Kolumbii z fałszywymi dokumentami i ukrytymi pieniędzmi. Daniela próbowała wmówić sobie, że nic nie wie, że Ricardo ją oszukał, że sama też jest ofiarą. Jak zawsze, płakała, kiedy jej to odpowiadało.
Ricardo nie miał tyle szczęścia. Transakcje bankowe, pożar, atak na Marianę, sfingowany pogrzeb i zeznania Sergia wystarczyły, by zniszczyć jego historię.
Mariana została wypisana ze szpitala po kilku dniach. Miała poważny uraz głowy i koszmary, które budziły ją spoconą. Sergio jednak pozostał w szpitalu dłużej. Lekarze powiedzieli, że oparzenia nie były głębokie, ale wymagały opieki.
Zaczęła go odwiedzać.
Na początku niewiele ze sobą rozmawiali. Mariana opowiadała mu o procesie, rozwodzie, o tym, jak próbuje naprawić firmę. Sergio odpowiadał krótkimi zdaniami. Czuł wstyd, jakby to była jego wina.
Pewnego popołudnia Mariana weszła do jego pokoju akurat wtedy, gdy próbował otworzyć okno.
„Co robisz?” krzyknęła.
Sergio zamarł.
„Nie twoja sprawa”.
Zatrzasnęła okno.
„To moja sprawa odkąd wbiegłeś dla mnie do płonącego domu”.
„To ja to wszystko spowodowałam. Gdybym nie zgodziła się udawać martwego, nic by się nie wydarzyło”.
„Ricardo znalazłby kogoś innego. A może niczego bym nie zauważył. Ty, z tą blizną, uratowałeś mnie, zanim się zorientowałem”.
Sergio gorzko się zaśmiał.
„Uratować cię? Spójrz na mnie”. Jestem bezdomny, niewykształcony, bez rodziny, wypalony. Jakie życie mnie czeka?
Mariana usiadła obok niego.
„Inne życie, jeśli je zaakceptujesz”.
Spojrzał na nią podejrzliwie.
„Nie igraj ze mną”.
„Nie igraj. Lubię cię, Sergio”.
Zamilkł, jakby te słowa były groźniejsze niż ogień.
„Nie mów tego z litości”.
„To nie litość. Litość nie sprawia, że myślę o tobie cały dzień”.
Sergio spuścił wzrok.
„Ja też cię lubię. Jeszcze przed pożarem. Dlatego byłam zła, że przyszedłeś. Bo myślałam, że nigdy nie spojrzysz na kogoś takiego jak ja”.
Mariana delikatnie wzięła go za rękę.
„Przez siedem lat byłam żoną mężczyzny bez blizn na skórze, ale zgniłego w środku. Wyszedłeś z pożaru, niosąc mnie w ramionach. Nie mów mi o tym, kto jest więcej wart”.
Kiedy Sergio został wypisany ze szpitala, Mariana zabrała go do domu. Do tego czasu podjęła już inną decyzję: wróci do domu dziecka, by zabrać Toño i Lupitę.
Dzieci witały ją jak w Boże Narodzenie.
„Ciociu Mariano, wróciłaś!” krzyknęła Lupita, biegnąc ze skręconą nogą.
Mariana rozmawiała z dyrektorką, zbierała dokumenty, rozmowy kwalifikacyjne, zaświadczenia i rachunki. Nie było to łatwe. Była rozwiedziona, młoda, z toczącym się procesem i życiem, które przeszło zbyt wiele. Ale wytrwała.
Pewnej nocy Sergio uśmiechnął się, widząc, jak przegląda dokumenty adopcyjne.
„A co ja w tym wszystkim robię?”
„Cóż… byłoby prościej, gdybym była mężatką” – powiedziała, udając powagę. „Żeby mogli zobaczyć stabilną rodzinę”.
Sergio wyprostował się.
„Nie, proszę pani. Nie prosi się w ten sposób. Skoro już czeka na nas dwójka dzieci, to powinnam poprosić panią o rękę, zanim zaproponuje mi pani rolę męża”.
Mariana wybuchnęła śmiechem po raz pierwszy od tygodni.
Pobrali się podczas kameralnej ceremonii. Mateo, młody sanitariusz, który pomagał od początku, był świadkiem. Załatwił nawet Sergio pracę w amfiteatrze, gdy Don Román został zwolniony i doniósł władzom. Nie była to wyszukana praca, ale uczciwa, stabilna i lepiej płatna niż jakakolwiek inna dostępna praca.
Toño i Lupita zostali adoptowani kilka miesięcy później. Operację Lupity opłacono z oszczędności Mariany i pierwszych wypłat Sergia. Dziewczynka znów mogła chodzić bez bólu, a Toño przestał uciekać po monety.
Szczęście miało jednak jeszcze jednego wroga.
Daniela, wolna z powodu braku bezpośrednich dowodów, nie mogła znieść wiadomości od znajomych, że Mariana wyszła za mąż, adoptowała dwójkę dzieci i jest w ciąży. Mariana, która przez lata wierzyła, że nie może mieć dzieci, spodziewała się dziecka Sergia.
Danielę ogarnęła wściekłość.
Szukała biologicznej matki Toño i Lupity, kobiety o imieniu Úrsula, która lata wcześniej straciła prawo do opieki nad dziećmi z powodu porzucenia i alkoholizmu. Daniela napchała jej głowę kłamstwami.
„Twoje dzieci są z kobietą, która je kupiła, żeby złapać młodego męża” – powiedziała jej. „Kiedy dorosną, wszystko, co zarobią, trafi do niej. Jesteś ich prawdziwą matką. Możesz je odzyskać”.
Úrsula pojawiła się, domagając się swoich praw. Mariana, będąc w ciąży wysokiego ryzyka, omal nie straciła dziecka z powodu stresu. Sama myśl o stracie Toño i Lupity ją załamała.
Ale w sądzie dzieci przemówiły.
„Naszą matką jest Mariana” – powiedział Toño.
Ujmując siostrę za rękę, powiedziała: „Wróciła po nas. Uzdrowiła Lupitę. Nigdzie nie pójdziemy z tą kobietą”.
Lupita dodała z płaczem: „To moja matka nauczyła mnie, że nie muszę chodzić sama”.
Sędzia nie potrzebował wiele więcej. Urszula nie wyzdrowiała. Daniela po raz kolejny została zdemaskowana jako trujący cień stojący za konfliktem.
Miesiące później Mariana urodziła zdrowego chłopca. Sergio płakał, trzymając go w ramionach. Toño zapytał, czy mógłby nauczyć go grać w piłkę nożną, kiedy dorośnie. Lupita obiecała, że zaśpiewa mu do snu.
Mariana spojrzała na swoją rodzinę: mężczyznę, którego świat traktował jak śmiecia, dwójkę dzieci, których nikt nie odwiedził, niemowlę, które wydawało się niemożliwe do przeżycia, i miłość zrodzoną pośród popiołów, trumien i zdrad.
Wtedy zrozumiała coś, czego nigdy by się nie nauczyła, będąc z Ricardem: czasami życie gwałtownie porywa kłamstwo, nie po to, by cię ukarać, ale po to, by otworzyć ci oczy, zanim pogrzebiesz własne szczęście.