Jej głos, chłodny, suchy, z tą samą pogardą, którą tyle razy czułam na własnej skórze.
— Jak tydzień tu posiedzi, przestanie się wtrącać. Byle tylko nie latała do miasta, zanim przyjdą pisma.
Leon zatrzymał nagranie.
Powietrze nagle zrobiło się ciężkie jak kamień.
Nie płakałam.
Płacz był dobry na czasy, kiedy człowiek jeszcze ma złudzenia.
Ja już ich nie miałam.
— Da mi pan to? — spytałam.
— Dam pani kopię. I sam pojadę z panią, jeśli trzeba. Kiedyś pracowałem w policji. Człowiek na emeryturze dużo rzeczy traci, ale ucha do kłamstwa nie traci nigdy.
Spojrzałam na niego pierwszy raz naprawdę.
Na zniszczoną kurtkę. Na wysuszoną twarz. Na dłonie z sinymi żyłami. I na oczy, w których nie było litości. Był spokój. Ten rodzaj spokoju, który dostaje się dopiero wtedy, kiedy życie już nieraz próbowało człowieka połamać.
— Nie zostawię pani samej — dodał. — Nie po tym, co usłyszałem.
Zeszliśmy razem z górki.
U niego w kuchni pachniało koperkiem, dymem z pieca i świeżym chlebem. Stół był przykryty ceratą w czerwone maki. Nad kuchenką wisiał święty obrazek, lekko zakurzony, a przy oknie stały sadzonki pomidorów w plastikowych kubkach po śmietanie.
Leon podał mi gorącą zupę.
Pierwsza łyżka aż mnie zabolała, taka byłam wychłodzona.
— Najpierw pani zje — powiedział. — Potem będziemy wojować.
Tego ranka Wiktor jeszcze niczego nie przeczuwał.
Później Mikołaj opowiadał mi, jak to wyglądało.
Najpierw syn pojechał do marketu budowlanego po kolejną partię płytek do łazienki. Krystyna od tygodni wybierała wzory w kolorze piasku i kawy z mlekiem, bo wszystko miało wyglądać jak z katalogu. Wiktor podszedł do kasy, przyłożył kartę i nawet nie spojrzał na terminal.
Dopiero kiedy kasjerka powiedziała, że transakcja odrzucona, zmarszczył czoło.
Spróbował drugi raz.
Potem trzeci.
Za nim zaczęła się robić kolejka.
— Może środki zablokowane? — rzuciła dziewczyna przy kasie.
Wiktor zaczerwienił się, odburknął coś i wyszedł.
Zadzwonił do banku. Usłyszał, że pełnomocnictwo cofnięto, karty dodatkowe zastrzeżono, dostęp do rachunków odebrano, a wszelkie operacje wymagają osobistej obecności właścicielki.
Właścicielki.
Nie jego.
Podobno wtedy po raz pierwszy naprawdę się przestraszył.
Tymczasem ja siedziałam przy stole Leona, a Mikołaj dzwonił raz za razem.
Najpierw złożył elektroniczny wniosek o ostrzeżenie w księdze wieczystej.
Potem skontaktował się z bankiem, który udzielił kredytu pod zabezpieczenie mieszkania. Poinformował, że istnieje podejrzenie oszustwa i podpisania dokumentów przez osobę w stanie ciężkiej choroby, bez świadomości skutków. Zażądał zabezpieczenia dokumentacji i zawieszenia dalszych kroków windykacyjnych do czasu wyjaśnienia sprawy.
— Proszę mi tylko powiedzieć jedno — mówił szybko. — Czy jest pani gotowa iść z tym do końca?
Spojrzałam na okno.