Należała również do nich.
Więc odpowiedziałam szczerze.
„Tak. To twój tata”.
Marc o mało się nie zatoczył.
Zrobił kilka kroków w ich stronę, a potem nagle się zatrzymał, jakby w końcu zrozumiał, że nie ma prawa wtrącać się w ich życie.
„Ja… przepraszam” – powiedział łamiącym się głosem. „Nie wiedziałem. Przysięgam, że nie wiedziałem”.
Adrien spojrzał na niego poważnie.
„Mieszkasz w zamku?”
Kilka osób wstrzymało oddech.
Marc zaśmiał się zduszonym, bolesnym śmiechem.
„Nie”.
Leo zapytał:
„Lubisz naleśniki?”
Tym razem łzy naprawdę popłynęły po twarzy Marca.
Bo dzieci nie potrafią upokarzać tak jak dorośli.
Potrafią robić jeszcze gorzej.
Oferują małe drzwi, przez które nikt jeszcze nie zasługuje, żeby wejść.
„Tak” – odpowiedział Marc. „Naprawdę lubię naleśniki”.
Adrien zastanowił się przez chwilę.
„W niedzielę mama robi je z cukrem”.
Marc spojrzał na moich synów, jakby odkrywał cały świat, w którym był nieobecny.
Potem uklęknął przed nimi.
Nie przede mną.
Nie przed gośćmi.
Przed nimi.
„Wyszedłem, zanim cię poznałem” – powiedział. „I to było tchórzostwo. To nie twoja wina. Nigdy. Jeśli kiedykolwiek będziesz chciała ze mną porozmawiać, będę tutaj. Jeśli nie będziesz chciała, zrozumiem”.
Leo schował się trochę za moją sukienką.
Adrien się nie poruszył.