Ale jego łzy przyszły za późno.
Niczego nie zmyły.
Powoli zdjęłam obrączkę.
Przez siedem lat ciążyła mi na palcu jak obietnica.
W tamtej chwili nic nie ważyła.
Położyłam ją przed nim na piasku.
„Zatrzymaj to. Będzie idealnie pasować do reszty twoich kłamstw”.
Potem zwróciłam się do Claire.
Miała tusz pod oczami, przekrzywiony welon ślubny, a jej marzenie o luksusie rozpadało się wokół niej.
„Tobie, Claire, nie życzę nieszczęścia. Wybrałaś już mężczyznę, który cię tego nauczy”.
Spuściła głowę.
Nie zostałam ani chwili dłużej.
Przeszłam przez środkowe przejście pod zdumionymi spojrzeniami.
Za mną rozległy się krzyki.
Matka Claire domagała się odpowiedzi.
Jeden ze współpracowników Adriena już mówił o skandalu.
Kierownik nakazał ochronie zatrzymać wykonawców.
Ktoś dzwonił na policję.
A Adrien powtarzał moje imię, jakby moje imię wciąż mogło go uratować.
„Isabelle! Isabelle, zaczekaj! Proszę!”
Nie odwróciłam się.
Na tarasie luksusowego hotelu rozciągało się przede mną Morze Śródziemne – spokojne, rozległe, obojętne.
Czarny samochód czekał na mnie.
Zanim wsiadłam, spojrzałam po raz ostatni na plażę.