Spokojny uśmiech.
Okropne.
„Przyszłam zobaczyć twoją konferencję prawną”.
Claire cofnęła się o krok.
„Isabelle, poczekaj, mogę wyjaśnić…”
Uniosłam rękę, żeby ją powstrzymać.
„Nie, Claire. Powiedziałaś już dużo. Zwłaszcza do mikrofonu”.
Wśród zgromadzonych rozległ się szmer.
Zatrzymałam się przed ołtarzem, kilka metrów od nich.
Potem zwróciłam się do gości.
„Sprzeciwiam się tej ceremonii, ponieważ mężczyzna stojący tutaj, przebrany za pana młodego, jest moim prawnym mężem od siedmiu lat”. Nasz ślub cywilny został zarejestrowany w ratuszu 16. dzielnicy Paryża. Nie orzeczono rozwodu. Nie ma oficjalnej separacji.
Szmer zmienił się w chaos.
Kobieta zakryła usta dłonią.
Mężczyzna zaklął pod nosem.
Jeden ze współpracowników Adriena odwrócił wzrok.
Claire zaczęła drżeć.
Adrien z kolei próbował wrócić do roli błyskotliwego prawnika.
„Kłamie!” wykrzyknął. „Jest niezrównoważona. Nigdy nie pogodziła się z naszym rozstaniem. Ochrona! Natychmiast ją stąd zabierzcie!”
Podeszło dwóch ochroniarzy.
Nie ruszyłem się z miejsca.
Po prostu odwróciłem głowę w ich stronę.
„Jeszcze jeden krok, a stracisz pracę przed końcem tego zdania”.
Strażnicy się zatrzymali.
Adrien nerwowo się zaśmiał.
„Za kogo ty się uważasz?”
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, z tarasu pałacu niemal wybiegł mężczyzna.
Dyrektor generalny.
Był blady, zdyszany i wyraźnie spanikowany.
Lekko się przede mną skłonił.
„Pani Moreau… nie wiedzieliśmy, że pani przyjechała. Proszę mi wybaczyć. Willa prezydencka nie była przygotowana zgodnie z pani standardami”.
Na plaży zapadła nagła cisza.