Nazywam się Claire Morel, mam trzydzieści osiem lat i mieszkam w Nantes.
Zanim urodziła się nasza córka Manon, pracowałam jako programistka w firmie tworzącej narzędzia do zarządzania dla małych firm.
Uwielbiałam swoją pracę. Zarabiałam na godne życie i pracowałam prawie dziesięć lat, żeby móc zarządzać własnymi projektami.
Kiedy Manon miała osiemnaście miesięcy, mój mąż Thomas dostał znaczący awans w firmie logistycznej Loire Distribution.
Jego nowe stanowisko wymagało częstych podróży i nieprzewidywalnych godzin pracy.
„Nie możemy tak dalej” – powiedział mi pewnego wieczoru. „Manon potrzebuje przynajmniej jednego rodzica dostępnego”.
„Możemy zatrudnić kogoś na kilka godzin w tygodniu”.
„Powierzyć córkę obcej osobie?”
Ciągle powtarzał, że jego pensja wystarcza nam na utrzymanie. Jego zdaniem absurdem byłoby poświęcenie jego kariery, skoro moja mogłaby wrócić później.
„Stracisz tylko dwa, trzy lata” – obiecał mi.
W końcu zrezygnowałem.
Dwa lata zamieniły się w cztery.
W międzyczasie Thomas dostał drugi awans. Został zastępcą dyrektora finansowego i zaczął mówić o swojej pensji, jakby dawała mu ona pierwszeństwo w podejmowaniu decyzji rodzinnych.
Każdy wydatek musiał być uzasadniony.
Para butów to „luksus”.
Lunch z przyjaciółką „opłacała z własnych pieniędzy”.
Kiedy zasugerowałem powrót do pracy, odpowiedział, że godziny w przedszkolu nie licują z prawdziwą pracą.
„Kto odbierze Manon, kiedy będzie chora?”
Odpowiedź zawsze powinna być moja.
W pewien sobotni wieczór jego dyrektor zaprosił kilku menedżerów i ich żony do restauracji niedaleko Place Graslin.
Thomas naprawdę nie mógł się doczekać tego wieczoru.
„Spróbuj porozmawiać z żonami innych dyrektorów” – poradził mi. I unikaj zbyt technicznych dyskusji.
W środku kolacji koleżanka o imieniu Nathalie zapytała mnie, co robię.
Nie zdążyłam nawet odpowiedzieć.
„Claire już nie pracuje” – powiedział Thomas. „Zarządza bardzo wymagającym działem: moimi wydatkami osobistymi”.
Kilka osób zaśmiało się uprzejmie.
„Ona opiekuje się twoją córką?” – zapytała Nathalie.
„Tak, ale Manon jest teraz cały dzień w szkole. Claire nauczyła się już zamawiać paczki i korzystać z mojej karty bankowej”.
Tym razem śmiech był głośniejszy.
Spojrzałam na niego.
„To ty poprosiłeś mnie, żebym rzuciła pracę”.
Thomas uniósł kieliszek.
„Dałem jej cztery lata urlopu. Powinna mi podziękować”.
Poczułam, jak mnie pali twarz.
Jego kierowniczka, pani Delmas, zmieniła temat, pytając o postępy w wymianie systemu księgowego w firmie.
Thomas się wyprostował.
Firma Loire Distribution korzystała z przestarzałego oprogramowania, które powodowało błędy podczas uzgadniania faktur, raportów wydatków i płatności z dostawcami.
Nathalie kierowała procesem przetargowym.
„Wybraliśmy trzy rozwiązania” – wyjaśniła. „Najbardziej przekonujące pochodziło od małej firmy z Rezé, Arpège Gestion”.
Odłożyłam widelec.
Arpège Gestion była moją firmą.
Cztery lata wcześniej, po moim odejściu, moja była koleżanka Inès poprosiła mnie o pomoc w stworzeniu prostego narzędzia dla małej firmy transportowej jej brata.
Pracowałam, gdy Manon spała, a potem w czasie jej lekcji.
Początkowo chodziło tylko o automatyczne uzgadnianie faktur i transakcji bankowych.
Później dodaliśmy raporty wydatków, śledzenie dostawców i wykrywanie duplikatów.
Inès założyła małą firmę. Zostałam partnerką i dyrektorem technicznym pod panieńskim nazwiskiem Claire Morel.
Thomas wiedział, że Inès i ja czasami pracujemy razem.
Nazywał to „moim małym projektem informatycznym”.
Nigdy nie pytał, co stworzyliśmy.
„Oprogramowanie nazywa się NumaCompta” – kontynuowała Nathalie. „Interfejs jest bardzo przejrzysty, a wyniki testów są doskonałe”.
„Produkt jest dobry” – przyznał Thomas. „Ale firma jest malutka. Jeśli zaoferujemy im kontrakt taki jak nasz, nieuchronnie zaakceptują zniżkę”.
„Już odmówili 15 procent” – odpowiedziała Nathalie.
Thomas uśmiechnął się.
„Pozwól mi uczestniczyć w ostatecznych negocjacjach. Wszyscy w końcu ustąpią, gdy zrozumieją, co mogą stracić”.
Nie odezwałem się do końca kolacji.
W samochodzie Thomas skrytykował moje milczenie.
„Mógłbyś się postarać”.