Ta mała cząstka mnie, która wciąż wierzyła, że lata poświęceń w końcu się opłacą.
Nie pamiętam dokładnie, jak pokonywałam ostatnie kilka schodów.
Pamiętam tylko swoją rękę na klamce.
A potem stopę przy drzwiach.
Drzwi otworzyły się z hukiem.
I zobaczyłam ich.
Nagich.
W moim łóżku.
Na prześcieradłach, które wybrałam.
W pokoju, który udekorowałam.
W domu, za który zapłaciłam.
„Camille!” krzyknął Antoine.
Léa podciągnęła prześcieradło pod samą pierś.
Ale nie wyglądała na naprawdę zawstydzoną.
Wręcz przeciwnie.
Uśmiechała się.
Lekkim, powolnym, niemal bezczelnym uśmiechem.
Jakby na mnie czekała.
Jakby chciała zobaczyć, jak nisko upadnę.
„Pozwól mi wyjaśnić” – zaczął Antoine.
„Zamknij się”.
Mój głos był zimny.