Tak zimny, że jego usta pozostały otwarte.
Podeszłam do łóżka.
Nie do niego.
Do niej.
„Do ciebie”.
Léa lekko uniosła brodę.
„Camille, nie rób scen. Takie rzeczy zdarzają się we wszystkich dorosłych związkach”.
Więc ją uderzyłam.
Z całej siły.
Dźwięk rozbrzmiał w pokoju niczym smagnięcie biczem.
Gwałtownie przechylił głowę na bok.
Przez sekundę nikt się nie poruszył.
Potem Antoine wyskoczył z łóżka.
„Zwariowałeś?!”.
Podszedł do mnie.
Odwróciłam się do niego twarzą.
„Weszła do mojego łóżka, Antoine”.
„Nie powinieneś był jej dotykać!”
Jego oczy nie były oczami zaskoczonego mężczyzny.
Były oczami mężczyzny wściekłego, że ktoś ośmielił się zniszczyć to, co on naprawdę chronił.
Wtedy zrozumiałam.
To nie był błąd.
To nie była słabość.