To był wybór.
Wybrał ją.
I gardził mną na tyle, by wierzyć, że będę milczała.
„Przeprosisz” – powiedział.
Zaśmiałam się.
Krótki śmiech.
Bolesny.
„Przeprosisz?”
I tak zrobił.
Bez policzka.
Bez pchnięcia.
Kopniak.
Prosto w żebra.
Usłyszałam trzask.
Ostry, okropny, niemal nierealny dźwięk.
Powietrze uleciało z moich płuc.
Upadłam na bok.
Moja głowa uderzyła o podłogę.
Chciałam oddychać, ale nic z tego.
Ból przeszył mnie niczym palące ostrze.
„Wstawaj” – powiedział Antoine chłodno. „Przestań się tak teatralnie zachowywać”.
Nie mogłam.
Każda próba oddychania przypominała wbijanie noża w moją pierś.