„Gdzie jesteś?”
„W piwnicy.”
„Jesteś sam?”
„Tak.”
„Krwawisz?”
„Nie sądzę… ale ledwo oddycham. Moje żebra… Chyba są połamane.”
Kiedy znów się odezwał, nie był już moim czułym ojcem.
Był człowiekiem, którego wszyscy bali się zdenerwować.
Jego głos był niski.
Spokojny.
Niebezpieczny.
„Podaj mi dokładny adres.”
„Wiesz, tato.”
„Powiedz mi.”
Podałam mu.
Powoli.
Między oddechami.
„Posłuchaj mnie uważnie, Camille. Nie śpij. Miej oczy otwarte. Rozmawiaj przez telefon tak długo, jak możesz.”
„Tato…”
„Jestem tutaj.”
Zamknęłam oczy wbrew swojej woli.
„Nie pozwól, żeby ktokolwiek w tej rodzinie uszło mu to na sucho”.
Nie zapytał, co mam na myśli.
Odpowiedział po prostu: