Moja duszność.
Palące żebra.
Na parterze otworzył drzwi do piwnicy.
Zimna przestrzeń, w której trzymaliśmy pudła, stare meble, butelki wina i kilka archiwalnych dokumentów ze studia.
Wepchnął mnie do środka.
Upadłam na betonową podłogę.
„Zastanów się dobrze, Camille” – powiedział ze szczytu schodów. „Bo jeśli zniszczysz moje życie, ja zniszczę twoje”.
Potem drzwi się zamknęły.
Zamek się przekręcił.
I wszystko pociemniało.
CZĘŚĆ 2
Na początku nawet nie płakałam.
Ból był zbyt silny.
Nie zostawiał miejsca na łzy.
Leżałam na zimnej podłodze, jedną ręką przyciskając się do żeber, nie mogąc nic zrobić poza łykaniem małych łyków.
W piwnicy pachniało kurzem, wilgotnym drewnem i starą tekturą.
Nad sobą czasami słyszałam kroki.
Zatrzaśnięte drzwi.
Stłumiony śmiech.
Śmiech Léi.
Nigdy nie zapomnę tego śmiechu.
Nie wiem, jak długo byłam w ciemności.
Dziesięć minut.