Pozwalałem mu udzielać wywiadów.
Pozwalałem mu podawać rękę, wygłaszać przemówienia, prezentować się jako twarz naszego sukcesu.
Bo go kochałem.
I dlatego, że w tamtym czasie nadal wierzyłem, że para to jedno zwycięstwo dwóch osób.
Konferencja była triumfem.
Kiedy zszedłem ze sceny, w piersi wciąż rozbrzmiewały mi brawa. Kobiety podchodziły do mnie, żeby opowiedzieć o mojej pracy. Dziennikarz poprosił mnie o wywiad. Duża firma zajmująca się projektowaniem wnętrz zaproponowała mi współpracę.
Powinnam być dumna.
Byłam.
Ale jedyną osobą, z którą chciałam dzielić tę chwilę, był Antoine.
Nasza rocznica ślubu była zaplanowana na następny weekend, ale nie chciałam czekać.
Odwołałam spotkania na następny dzień.
Zadzwoniłam do mojej asystentki z lobby hotelowego.
„Wracam dziś wieczorem do domu, Élodie. Powiedz wszystkim. Chcę zrobić Antoine’owi niespodziankę”.
Uśmiechałam się jak uczennica.
Na lotnisku Charles de Gaulle kupiłam butelkę szampana.
Nie byle jaką butelkę.
Tego samego szampana, którego piliśmy w noc podpisania naszego pierwszego dużego kontraktu.
Wciąż pamiętam podróż samochodem.
Światła Paryża przesuwały się po szybach.
Sekwana migotała w oddali.
Spojrzałam na butelkę obok mnie i wyobraziłam sobie twarz Antoine’a, kiedy otworzy drzwi.
Myślałam, że weźmie mnie w ramiona.
Że powie mi, że jest ze mnie dumny.