Że poprosi, żebym mu wszystko opowiedziała.
Mieszkaliśmy w dużym domu w Neuilly-sur-Seine, przy cichej, wysadzanej drzewami ulicy, za czarną bramą i idealnie utrzymaną fasadą.
Dom, o którym wszyscy wierzyli, że należy do niego.
Bo Antoine lubił pozwalać ludziom w to wierzyć.
Kiedy taksówka wysadziła mnie przy bramie, była prawie jedenasta w nocy.
Cały dom pogrążył się w ciemności.
Z wyjątkiem jednego światła.
Światła w naszej sypialni na piętrze.
Uśmiechnęłam się.
Myślałam, że może czyta.
A może jeszcze pracuje.
Delikatnie otworzyłam drzwi wejściowe.
„Antoine, kochanie, jestem w domu”.
Brak odpowiedzi.
Wtedy poczułam zapach.
Kobiecych perfum.
Mocny.