„Zapamiętaj te słowa, Adrien. Bo ten dom, twoja firma, twoje samochody, twoje konta bankowe, a nawet nazwisko, którym się chwalisz w paryskich salonach… wszystko to jest przeze mnie wspierane”.
W pokoju na chwilę zapadła cisza.
Potem się roześmiali.
Hélène złapała się za serce.
„Biedactwo. Straciła rozum”.
Camila mruknęła:
„Żałosne”.
Wyszłam bez odpowiedzi.
Na zewnątrz panował chłód paryskiego powietrza. Brama rezydencji przy Avenue Foch otworzyła się przede mną.
Ledwo przekroczyłam bramę, gdy do krawężnika podjechała czarna limuzyna.
Wysiadł mężczyzna w ciemnym garniturze i z szacunkiem otworzył mi drzwi.
„Pani Claire Moreau-Beaumont” – powiedział. „Pani ojciec czeka na panią w siedzibie grupy. Prawnicy już powołali się na klauzule”.
Śmiech za mną ucichł.
Wsiadłam do samochodu i wykręciłam numer.