Usiadł, zamówił butelkę Macallana za 400 dolarów i podał kelnerowi swoją elegancką, czarną platynową kartę firmową.
Pięć minut później kelner wrócił, wyglądając na niesamowicie zakłopotanego. „Proszę pana, przepraszam, ale ta karta została odrzucona”.
Marcus prychnął, a jego twarz poczerwieniała. „Sprawdź jeszcze raz. To konto korporacyjne.”
„Tak, proszę pana. Bank zamroził środki. Czy ma pan inną formę płatności?”
Marcus sięgnął do portfela drżącymi rękami. Wyciągnął swoją osobistą kartę debetową – konto, które dzielił ze mną.
Odmówiłem.
Opróżniłem je o 8:00 rano i legalnie przeniosłem połowę majątku małżeńskiego do prywatnego funduszu powierniczego, zamrażając resztę do czasu rozprawy rozwodowej.
Wściekły i zdyszany Marcus wyszedł z restauracji bez drinka, a za nim podążały spojrzenia i szepty tłumu w porze lunchu. Szybkim krokiem dotarł do prywatnego parkingu, gdzie trzymał swojego firmowego Astona Martina. Musiał wrócić do domu. Musiał zebrać myśli w swojej rezydencji, spotkać się z matką i wymyślić, jak mnie zniszczyć.
Ale kiedy dotarł na swoje miejsce parkingowe VIP, okazało się, że jest puste.
Pracownik parkingu podszedł do niego nerwowo. „Panie Vance? Dwadzieścia minut temu przyjechała laweta. Firma leasingowa unieważniła pojazd. Powiedzieli, że umowa korporacyjna została unieważniona przez zarząd”.
Marcus się załamał. Rzeczywistość jego absolutnej nędzy zalała go niczym fala przypływu. Zatrzymał żółtą taksówkę, obiecując kierowcy ogromny napiwek, którego nie był w stanie zapłacić, i skierował go na prywatną posesję.
Deszcz z poprzedniej nocy ustał, pozostawiając niebo w ostrym, bezlitosnym błękicie.
Kiedy taksówka podjechała pod masywną żelazną bramę posesji, Marcus przeciągnął kluczyk w stacyjce. Światło błysnęło na czerwono. Wjazd wzbroniony.
Zaklął głośno, zapłacił kierowcy ostatnim pięćdziesięciodolarowym banknotem z portfela i niezgrabnie przeskoczył furtkę dla pieszych, niszcząc przy tym spodnie od garnituru. Pobiegł długim, krętym podjazdem w stronę okazałych mahoniowych drzwi rezydencji.
Wyciągnął klucz z kieszeni i wsunął go w zamek. Nie dało się go obrócić.
Potrząsnął nim gwałtownie. Nic. Zamek został całkowicie wymieniony na nowy skaner biometryczny.
„Mamo!” krzyknął Marcus, waląc pięściami w ciężkie drewno. „Eleanor, otwórz te cholerne drzwi! System jest zepsuty!”
Z wnętrza nie dobiegła żadna odpowiedź.