Camila wyjęła telefon, żeby zadzwonić do Javiera, ale zanim zdążyła wybrać numer, pojawiło się powiadomienie na Instagramie.
Javier Montes rozpoczął transmisję na żywo.
Dwie kobiety spojrzały na siebie.
Camila otworzyła wideo.
Na ekranie pojawił się Javier w tym samym czarnym garniturze, stojący obok trumny pokrytej białymi kwiatami. Wokół niego płakali ludzie. Starsza kobieta przytuliła go rozpaczliwie, a siwowłosy mężczyzna położył mu dłoń na ramieniu, jakby był jego własnym synem.
„To dopiero pogrzeb” – wyszeptała Teresa.
„Tak” – odpowiedziała Camila z suchością w gardle. „Ale to nie jego”.
W komentarzach ktoś napisał: „Jesteśmy w domu pogrzebowym przy Vallarta Avenue. Spoczywaj w pokoju, Regina”.
Camila przeczytała imię na głos.
Teresa chwyciła torebkę.
„Chodźmy”.
Po drodze kłamstwa zaczęły się same rozsypywać, niczym karaluchy wyłaniające się spod mebla.
Teresa opowiadała, jak Javier zabronił jej dzwonić do Camili, ponieważ, jak twierdził, Camila była „agresywna” i nie chciał, żeby rodzina wiedziała o jego problemach finansowych. Camila wyjaśniła, że Javier prawie każdej nocy wracał późno do domu, mówiąc, że pracuje po godzinach, a potem szedł zająć się chorą matką.
Kiedy dotarli do domu pogrzebowego, zaparkowali w pewnym oddaleniu. Weszli do środka, wtapiając się w grupę ludzi ubranych na czarno.
Javier stał z przodu, płacząc przed trumną.
Camila patrzyła na niego z zapartym tchem.
Przy wejściu kobieta około sześćdziesiątki rozmawiała z dwiema innymi kobietami.
„Przepraszam” – powiedziała ostrożnie Camila. „Właśnie przyjechaliśmy. Kto zmarł?”
Kobieta westchnęła.
„Regina Velasco. Biedactwo. Taka młoda.”
„Ile miała lat?”
„34. Zmarła po miesiącach choroby”. I to świeżo po ślubie, wyobraźcie sobie.
Teresa wbiła wzrok w Camilę.
„Wyszła za mąż?” zapytała Camila.
Kobieta wskazała na Javiera.
„Z nim. Javier. Wdowiec. Rozpieszczał ją do ostatnich dni”.
Hałas dochodzący z domu pogrzebowego ucichł.
Camila patrzyła, jak jej mąż przyjmuje uściski z powodu śmierci innej kobiety. Nie sekretnej kochanki. Nie romansu.
Żony.
Wtedy zrozumiała, że Javier nie wymyślił tylko choroby. Wymyślił całe życie.
I wciąż musiała dowiedzieć się, ile zamierzał zażądać po jej pogrzebie.
CZĘŚĆ 3
Camila nie krzyczała.
Nie rzuciła się, żeby złapać Javiera przed trumną. Nie rzuciła w niego pierwszym kwiatkiem, jaki znalazła, ani nie zażądała odpowiedzi na środku domu pogrzebowego. Coś zimniejszego niż wściekłość osiadło w jej piersi: pewność, że skoro Javier był zdolny zabić własną matkę kłamstwem, to jest zdolny do wszystkiego.
Teresa natomiast drżała z wściekłości.
„Chcę zobaczyć, jak daleko posunie się ten bezwstydnik” – wymamrotała przez zaciśnięte zęby.
Po zakończeniu ceremonii Javier wyszedł, eskortowany przez rodzinę Velasco. Siwowłosy mężczyzna trzymał go za ramię, jakby chronił złamanego syna. Wsiedli do czarnego SUV-a, a Camila podążyła za pojazdem w pewnej odległości do ogromnego domu w Puerta de Hierro.
Była to rezydencja z nieskazitelnym ogrodem, wysokimi oknami i kelnerami wchodzącymi z tacami. Prywatne przyjęcie po pogrzebie wypełnione było portretami Reginy: uśmiechniętej na plaży, w jedwabnej sukni w eleganckim salonie, obejmującej Javiera przed tortem weselnym.
Camila poczuła mdłości, gdy zobaczyła oprawione zdjęcie na marmurowym stole.
Regina ubrana na biało.
Javier w niebieskim garniturze.
Przed nimi stał sędzia stanu cywilnego.
To nie był przelotny romans. To była bigamia.
Ktoś z gości podszedł do Camili i Teresy.
„Przyjaźniłyście się z Reginą?”
Camila wzięła głęboki oddech.
„Znamy Javiera”.
„Więc wiesz, jak bardzo ją kochał. Poświęcił wszystko, żeby się nią zaopiekować. Powiedział, że nie ma rodziny, biedactwo. Że Regina była całym jego światem”.
Teresa gorzko się zaśmiała.
„Mówił, że nie ma rodziny?”
„Tak. Według niego jego rodzice zmarli. Dlatego rodzina Velasco tak bardzo go przyjęła”.
Camila spojrzała na Teresę. Kobieta żyła, stała tam i słuchała, jak jej syn chowa ją w kolejnym kłamstwie.