„To dzieci, Adrien. Nie akcje spółki”.
Kierowca otworzył drzwi samochodu. Chłopcy wsiedli, zaniepokojeni. W środku czekała ich babcia, Hélène, wyprostowana jak struna.
Adrien mruknął:
„Dlaczego mi nie powiedziałeś?”
Camille wyjęła telefon, znalazła zarchiwizowany plik i pokazała mu wiadomości wysłane pięć lat wcześniej.
„Adrien, jestem w ciąży”.
„Odpowiedz mi, to ważne”.
„Lekarz potwierdził trzy uderzenia serca”.
Wszystkie pozostały bez odpowiedzi.
„Twoja asystentka mnie zablokowała. Twój prawnik mi groził. Twoja matka kazała mi zniknąć z godnością”.
Adrien zbladł.
„Moja matka?”
Camille w końcu spojrzała na niego bez drżenia.
„Dr Lemaître nie był moim kochankiem. Był naszym specjalistą od płodności”.
W tym momencie zadzwonił jej telefon. Nieznany numer.
Odebrała Camille.
Ostry głos oznajmił:
„Pani Delorme? Przedstawiciele pani Solange Valcourt proszą o dostęp do dokumentacji szkolnej pani synów”.
Adrien gwałtownie uniósł głowę.
Za sedanem właśnie podjechał kolejny czarny samochód.
Solange Valcourt wysiadła.
Trzymała za rękę małą dziewczynkę, dziewczynkę o oczach Adriena.
CZĘŚĆ 3
Dziewczynka miała na sobie granatowy płaszcz, zbyt surowy jak na jej wiek, i lakierowane buty, które wyglądały, jakby nigdy nie widziały kałuży. Jej brązowe loki okalały bladą, delikatną, dziwnie znajomą twarz. Camille poczuła, jak serce ściska się jej niemal fizycznie.
Solange Valcourt położyła dłoń w rękawiczce na ramieniu dziecka.
Uśmiechała się.
Nie był to uśmiech babci. Nie przepraszający uśmiech. Uśmiech kobiety, uśmiech kogoś, kto właśnie przesunął ostatnią figurę na szachownicy.
„Adrien” – powiedziała spokojnie. „Pewnego dnia musiałeś poznać prawdę”.
Camille cofnęła się o krok.
Trzej chłopcy, za przyciemnianą szybą, obserwowali rozgrywającą się scenę, nic nie rozumiejąc. Hélène wyciągnęła przed nich rękę, jakby jej samo ciało mogło ich ochronić przed rodziną przyjeżdżającą czarnymi samochodami, niosącą ze sobą sekrety.
Adrien ani na chwilę nie spuszczał wzroku z dziewczynki.
„Kim jest to dziecko?”
Solange lekko skinęła głową.
„Élise”.
Dziewczynka bez słowa uścisnęła dłoń Solange.
„Pytałem cię, kim ona jest” – powtórzył Adrien.
Jego matka westchnęła, jakby żałowała, że musi tłumaczyć coś oczywistego kapryśnemu dziecku.
„Valcourt”.
Świat wokół Camille zdawał się pustoszeć. Słyszała taksówki, komunikaty na lotnisku, turkot walizek, ale wszystko to zdawało się dochodzić z bardzo daleka.
Adrien odwrócił się w jej stronę. Po raz pierwszy od pięciu lat nie próbował dominować, oskarżać ani bronić się. Był zagubiony.
„Camille… wiedziałaś?”
Pokręciła głową. Jej usta były suche.
„Nie.”
Solange zachichotała.
„Oczywiście, że nie. Camille zawsze była błyskotliwa, ale nigdy nie rozumiała zasad przetrwania wpływowych rodzin.”
Camille zrobiła krok w jej stronę.
„Nie mów o przetrwaniu, kiedy grzebiesz dzieci żywcem w swoich kłamstwach.”
Twarz Solange stwardniała.
„Chroniłam mojego syna.”
Adrien spojrzał na nią, jakby widział obcą osobę po raz pierwszy.
„Przed czym?”
„Przez nią” – odpowiedziała bez wahania Solange. „Przez jej wpływ. Przez jej ambicję. Przez jej niebezpieczną zdolność do sprawiania, że zapomina się własnego imienia.”
Camille chciała krzyczeć, ale nie wydobył się z niej żaden dźwięk. Przeżyła na nowo paryskie mieszkanie, nieotwarte listy polecone, przerwane linie telefoniczne, nagle niedostępna dokumentacja medyczna, dr Lemaître, którego nie było widać po rozwodzie. Myślała, że jest sama, bo Adrien ją odrzucił.
Zrozumiała teraz, że jej zniknięcie zostało zaaranżowane.
Hélène wysiadła z samochodu. Jej głos, niski i lodowaty, przeciął powietrze.
„Trzymaj się z daleka od moich wnuków”.