Nikt by się nie śmiał.
Ale tego wieczoru Ignaś znowu siedział obok mnie. Rysował swój pociąg i cicho nucił pod nosem. Potem zapytał:
— Maks, ty jesteś bohaterem?
Zaśmiałem się.
— Nie.
— Dla mnie tak.
— Dlaczego?
Podniósł głowę.
— Bo znasz drogę.
Nie zrozumiałem wtedy, co miał na myśli.
Ale następnego ranka powiedziałem pani Annie:
— Chcę opowiedzieć o bracie.
Popatrzyła na mnie uważnie.
— Jesteś pewien?
Kiwnąłem głową.
Chociaż w środku wcale nie byłem pewien.
Kiedy mama usłyszała, że Ignaś ma przyjść do klasy, długo milczała. Potem zapytała:
— Rozumiesz, że dzieci mogą różnie zareagować?
— Rozumiem.
— I nie rozmyślisz się?
Powiedziałem:
— Nie.
A w nocy prawie nie spałem.
W dniu wystąpienia Ignaś chciał założyć czerwoną pelerynę. Starą, z balu przebierańców. Była pognieciona, za krótka, a jeden sznurek ledwo się trzymał.
Mama powiedziała:
— Synku, może po prostu sweter?
Ignaś pokręcił głową.
— Bohater ma pelerynę.
I tak przyszedł.
Żółty sweter.
Dwie różne skarpetki.
Czerwona peleryna.
I zielony pociąg w ręku.
Kiedy wszedł do klasy, wszyscy umilkli.
Pani Anna się uśmiechnęła.
— Dzień dobry, Ignasiu. Cieszymy się, że jesteś.
Ignaś podniósł obie ręce.
— Cześć, koledzy!
Kilka dzieci cicho się zaśmiało.
Może nie ze złością. Ale ja to usłyszałem.
Kuba nachylił się do kolegi i szepnął:
— To on jest jego bohaterem?
Ścisnęło mnie w brzuchu.
Ignaś stał obok mnie. Nadal się uśmiechał, ale palce tak mocno zaciskał na zielonym pociągu, że usłyszałem cichy trzask plastiku.
Pomyślałem, że zaraz schowa się za mną.
A on zrobił krok do przodu.
Potem drugi.
I podszedł prosto do Kuby.
Wtedy Ignaś wyciągnął do niego swój zielony pociąg, a ja zrozumiałem, że mój brat zaraz zrobi coś, na co mnie samemu zabrakło odwagi…
DZIĘKUJĘ, ŻE DOCZYTALIŚCIE DO TEGO MIEJSCA
DALSZY CIĄG
BLOCK 2 — DALSZY CIĄG POD LINKIEM
— To mój pociąg — powiedział Ignaś.
Kuba nie wziął go od razu. Patrzył raz na pociąg, raz na mojego brata.
Ignaś cierpliwie trzymał rękę przed nim. Peleryna zsunęła mu się z ramienia. Jedna skarpetka wystawała spod spodni wyżej niż druga.
Ktoś znowu cicho parsknął.
Pani Anna już zrobiła krok w naszą stronę, ale Ignaś odezwał się pierwszy:
— On nie jedzie szybko.
Kuba milczał.
— Ale dojeżdża — dodał brat.
W klasie zrobiło się tak cicho, że usłyszałem, jak gdzieś na korytarzu trzasnęły drzwi.
Kuba powoli wziął pociąg. Ostrożnie, obiema rękami.
— On jest połamany — powiedział.
Już chciałem odpowiedzieć. Otworzyłem nawet usta.
Ale Ignaś kiwnął głową.
— Tak. Upadł. Ale jeździ.
Kuba przesunął palcem po ubitym rogu i nic nie powiedział.
Pani Anna spojrzała na mnie.
— Maks, chcesz nam powiedzieć, dlaczego wybrałeś brata?
Wyszedłem pod tablicę.
W kieszeni miałem kartkę. W domu napisałem ładne zdania. Mama sprawdziła nawet błędy. Było tam o tym, że mój brat jest dobry, wesoły i się nie poddaje.
Ale kiedy zobaczyłem Ignasia przy ławce Kuby, te zdania zrobiły się jakby cudze.
Nie złe. Po prostu nie moje.
— Mój brat ma zespół Downa — powiedziałem.
Kilka dzieci poruszyło się w ławkach.
Ignaś spojrzał na mnie uważnie. Zawsze tak patrzył, kiedy bardzo starał się coś zrozumieć.
— Niektóre rzeczy są dla niego trudniejsze. Mówienie. Czytanie. Wiązanie butów. Rozumienie, kiedy wszyscy się spieszą.
Brat od razu spojrzał na swoje buty. Na sznurówkach miał dwa wielkie supły, jeden krzywszy od drugiego.
Ktoś się uśmiechnął.
Wziąłem oddech.
— Ale Ignaś nie mówi: „Nie umiem”. On mówi: „Jeszcze raz”.
Brat podniósł palec.
— Jeszcze raz — potwierdził.
Tym razem dzieci zaśmiały się łagodnie.
I zrobiło mi się trochę lżej.
— W zeszłym tygodniu jeden chłopak zapytał, czemu mój brat tak mówi — powiedziałem. — A ja nic nie powiedziałem.
Kuba spuścił głowę.
— Było mi wstyd. Nie jego. Siebie. Bo bałem się, że jeśli stanę po jego stronie, to będą się śmiać też ze mnie.
Pani Anna nie przerwała.
Ignaś ściskał brzeg peleryny. Zielony pociąg leżał na ławce Kuby.
— A wieczorem Ignaś oddał mi większą połowę drożdżówki — ciągnąłem dalej. — Bo jestem jego starszy. On nawet nie wiedział, że źle się czułem przez to, że go nie obroniłem.
Głos mi się załamał.